Opublikowano: 2022-07-25 17:46: Dział: Polityka Odzyskanie suwerenności. Czeka nas albo utrata niepodległości ze wszystkimi tego konsekwencjami, albo też konieczność wyjścia z UE Polityka opublikowano: 2022-07-25 17:46: autor: Fratria Przystępując do Unii Europejskiej mieliśmy nadzieje na ostateczne przezwyciężenie podziału Europy, rozwój gospodarczy, zakorzenienie Polski w świecie tradycyjnych europejskich wartości, a przede wszystkim nadzieje na gwarancje naszego bezpieczeństwa. Unia obok NATO jawiła się jako strefa bezpieczeństwa i pokoju, wyzwalająca nas od zagrożeń wynikających z położenia pomiędzy Niemcami a Rosja. Patrzyliśmy na Unię idealistycznie jako spełnienie naszych marzeń, a w pewnym wymiarze jako dopełnienie odzyskania niepodległości z 1918 roku. Tym razem w zakresie bezpieczeństwa narodowego, Unia jawiła się jako ostateczne rozwiązanie historycznych dylematów naszego bezpieczeństwa. I choć pojawiały się glosy ostrzegające przed ta naiwną wizją, to jednak aspiracje związane z członkostwem były przytłaczające. Nie widzieliśmy, czy nie chcieliśmy widzieć narastających zagrożeń wynikających z realistycznego postrzegania interesów narodowych poszczególnych państw, ani też nie dostrzegaliśmy zagrożeń wynikających z odradzania się niemieckich i francuskich aspiracji zdominowania naszego kontynentu. A przecież już negocjacje akcesyjne, w których Unia domagała się redukcji naszego potencjału wytwórczego w przemysłach zwłaszcza konkurencyjnych, powinno być dzwonkiem alarmowym przestrzegającym nas przed naiwnie idealistycznym postrzeganiem interesów dominujących państw w Unii. Kompleks zapóźnienia przesłaniał obronę naszego interesu narodowego. Godziliśmy się na destrukcje części naszego potencjału gospodarczego, czy jego wyprzedaż zachodnim inwestorom. Otworzyliśmy nasz rynek bez żadnych zabezpieczeń przed ekspansją zachodniej konkurencji, wszystko w nadziei że zostaniemy przyjęci do klubu bogatych i rozwiniętych, choć nam szykowano miejsce podrzędne jako podwykonawcy dla zachodniego korporacji i miejsce niskomarżowej produkcji. Wiara w Unię będącej w istocie kompleksem niższości i niedojrzałości utrudniającej samodzielne decydowanie o własnym losie, przesłaniała realne interesy narodowe. Godziliśmy się na redukcję naszego głosu w traktacie lizbońskim i narzucanie nam coraz bardziej restrykcyjnych ograniczeń gospodarczych i politycznych. Dopiero zagrożenie wynikające z muzułmańskiej migracji obudziło sprzeciw przeciwko narzucaniu nam polityki jawnie uderzającej w nasze bezpieczeństwo wewnętrzne. To właśnie społeczny opór, który wsparł ówczesny rząd, choć w pierwszej chwili gotowy był do zaakceptowania narzuconych kontyngentów migrantów zainicjował bardziej brutalną strategię Niemiec, za pośrednictwem Komisji Europejskiej, destrukcji naszej suwerenności, pod pretekstem naruszenia praworządności. Berlin rękoma Komisji postanowił całkowicie podporządkować sobie Polskę, grożąc wstrzymaniem finansowania i wykorzystując TSUE, które przyznało sobie kompetencje władcze daleko wykraczające poza przyznane traktatowo prerogatywy. Mamy tu do czynienia z agresją przeciwko suwerenności naszego państwa i wolności obywatelskich naszego narodu. Jest bowiem dążeniem do narzucania, każdej wygodnej i korzystnej dla Berlina polityki nawet kosztem fundamentalnych interesów naszego kraju. Ta polityka ma ubezwłasnowolnić nasze państwo i nasz naród w Unii Europejskiej. Niestety polityka rządu Mateusza Morawieckiego, mającego nadzieję na otrzymanie funduszy z KPO, prowadziła do stopniowej zgody na coraz dalej idące żądania Brukseli. PiS zapatrzony w ogromne fundusze, których aplikacja mogłaby walnie przyczynić się do kolejnego zwycięstwa wyborczego, nie zważając na prawo traktatowe, wyprzedawał kolejne atrybuty suwerenności. Dziś gdy Komisja Europejska zażądała odwołania konstytucyjnych przepisów o suwerenności doszliśmy do wyczerpania możliwości działania w ramach Unii bez utraty suwerenności. Dziś bowiem toczy się wojna o zachowanie suwerenności państwa polskiego, zagrożonego przez Niemcy, posługujące się instytucjami Unii. Niemcy wracają do polityki dominacji, polityki Wilhelma II i Adolfa Hitlera. Na razie ten powrót odbywa się drogami politycznymi. W tej wojnie czeka nas albo utrata niepodległości ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu, albo też konieczność wyjścia z Unii Europejskiej. Nie ma trzeciego wyjścia. Doszliśmy bowiem do bariery, której przekroczenie oznacza nasze zniewolenie. Otóż niemiecka agresja przeciwko Polsce, za parawanem Unii Europejskiej, ma miejsce w sytuacji wojny na Ukrainie i zagrożenia rosyjska ekspansja. Ta wojna jest także naszym zagrożeniem, bo zmierza do przywrócenia geopolitycznej sytuacji sprzed upadku Związku Sowieckiego, przynajmniej do odtworzenia rosyjskiej dominacji na terenie przynajmniej byłego Związku Sowieckiego. A to uczyniłoby Polskę państwem frontowym ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami tego faktu. Przede wszystkim czyniłoby nas bardziej podatnymi na niemiecki szantaż i ułatwiałoby Berlinowi wymuszanie na Polsce dalszego podporządkowania. Ale plany Moskwy są szersze bo zmierzają także do podporządkowania sobie Europu Środkowej. To jest wielkie zagrożenie dla naszej suwerenności i naszego bezpieczeństwa. Dlatego wsparcie dla Ukrainy ma fundamentalne znaczenie dla naszego bezpieczeństwa. Od sukcesu Ukrainy zależy nie tylko wolność od bezpośredniego zagrożenia rosyjskiego, ale także w znacznej mierze zależy nasze przyszłe miejsce w systemie europejskim. Stwarza bowiem szansę zbudowania, nie zdominowanego przez Niemcy, nowego porządku europejskiego. Aktywne wejście Ukrainy w europejski system oznacza bowiem przesunięcie na Wschód centrum polityki europejskiej. Oznacza to utratę dominacji przez Niemcy w dotychczasowym porządku ukształtowanym w formie Unii Europejskiej i wytworzenie się w naszej części Europy sojuszu zdolnego do przeciwstawienia się rosyjskiej ekspansji. Oznacza to także koniec niemieckiej hegemonii, bo ten sojusz ma wystarczający potencjał do przeciwstawienia się przedmiotowego traktowania przez Niemcy naszej części kontynentu. W praktyce oznacza bowiem upadek tej koncepcji Unii Europejskiej, która ukształtowała się po zjednoczeniu Niemiec w wyniku ekonomicznego i politycznego zdominowania Unii przez Berlin. Wojna na Ukrainie zapoczątkowuje bowiem długi proces rywalizacji mocarstw, chaosu, niepewności i przewartościowania dotychczasowych dominacji. To proces, który doprowadzi do ukształtowania nowego systemu międzynarodowego i nowego podsystemu europejskiego. Jego kształt nie jest przesądzony. Ale będzie zależał przede wszystkim od wyniku wojny na Ukrainie i możliwości Niemiec pozbawienia suwerenności państw środkowo-europejskich. Jego rezultatem może być bardziej sprawiedliwy porządek oparty o poszanowanie suwerenności i interesów państw narodowych, albo zdominowany przez rosyjski i niemiecki nacjonalizm niszczący europejskie narody. Stawką tej wojny jest nie tylko suwerenności bezpieczeństwo Ukrainy, ale także podmiotowość pozostałych państw środkowo-europejskich. To dlatego Niemcy z takim trudem ukrywają swoje prorosyjskie stanowisko, nawet wbrew części własnej opinii publicznej. W interesie Niemiec jest bowiem klęska Ukrainy i powrót do układów z Moskwą. Mamy tu do czynienia z fundamentalna sprzecznością pomiędzy interesem Polski i Niemiec. I nie jest to sprzeczność drugorzędnych interesów, ale sprzeczność dotycząca samej istoty państwa i jego bezpieczeństwa. Zdominowanie Unii przez Niemcy oznacza bowiem zwiększenie szans na politykę zmuszenia Ukrainy do ustępstw i tym samym umożliwienie rosyjskiemu imperializmu odbudowę, w perspektywie kilku lat, możliwości ekspansji, nie tylko celem całkowitego podporządkowania sobie Ukrainy, ale także stwarza realne zagrożenie dla Polski. Polityka Niemiec jest więc zagrożeniem naszej wolności nie tylko w płaszczyźnie unijnej, ale także sprzyja odbudowie rosyjskiego zagrożenia dla Polski. Dlatego nie mają racji ci, którzy twierdzą, że w sytuacji wojny na Ukrainie i rosyjskiego zagrożenia nie możemy podważać pozycji Unii Europejskiej. Wprost przeciwnie osłabienie Unii zdominowanej przez mocarstwa prorosyjskie jest ważnym czynnikiem sprzyjającym ukraińskiemu zwycięstwu. Po prostu ta wojna negatywnie zweryfikowała tezę, że Unia jest gwarancją naszego bezpieczeństwa. Nie jest, a nawet, poprzez osłabianie sankcji wzmacnia to zagrożenie. Dlatego zasadniczym celem polskiej polityki, oprócz maksymalnego wsparcia Ukrainy jest pozbawienie, jest osłabienie możliwości działania Niemiec. Oznacza to przede wszystkim konieczność polityki sparaliżowania działalności Unii Europejskiej poprzez stosowanie polityki weta do wszelkich działań, które wymagają jednomyślności. Blokowanie niemieckich postulatów, ale oznacza to także rozpoczęcie przygotowań Polski do opuszczenia Unii Europejskiej. Wyjście Polski z UNII byłoby wielka klęską nie tylko Unii ale także i Niemiec. Co więcej przygotowania do opuszczenia Unii, które z różnych powodów muszą potrwać co najmniej kilka lat zmieniłoby sytuację w Unii spychając Niemcy do politycznej defensywy. W tym także utrudniając im politykę „ratowania twarzy Putina”. Alternatywą dla Unii powinno być powołanie ścisłego sojuszu państw środowo-europejskich, którego osią powinien być sojusz polsko-ukraiński i stworzenie ram gospodarczej, militarnej i politycznej współpracy państw zagrożonych rosyjska ekspansją. Strefa wolnego handlu poszerzona o inne wymiary współpracy gospodarczej oprócz państw środkowo-europejskich powinna obejmować także państwa skandynawskie, ale przede wszystkim WLK. Brytanię i Turcję. Także powinien być on otwarty na państwa na południe od łuku Karpat. Stworzenie tej alternatywy doprowadziłoby do ukształtowania korzystnego dla tych państw systemu europejskiego, bardziej sprawiedliwego, niż Unia Europejska. Dziś Unia Europejska jest instrumentem służącym pozbawieniu nas wolności i kształtowania takiego systemu europejskiego, w którym istotną rolę będzie pełniła Rosja. To zagrożenie dla nas. Naszym celem jest usunięcie Rosji z systemu europejskiego, zepchnięcie jej na margines europejskiej polityki i dlatego także musimy wystąpić z Unii Europejskiej, która dąży do naszego upodlenia i zniewolenia. Opuszczenie Unii, choć proces ten potrwa kilka lat jest koniecznym aktem odzyskania zagrożonej suwerenności przez Niemcy i warunkiem polityki ukształtowania takiego systemu europejskiego, który zagwarantuje nasze bezpieczeństwa o rozwój wraz z innymi narodami naszego obszaru. Opuszczenie Unii nie tworzy pustki bezpieczeństwa. Wprost przeciwnie, wojna na Ukrainie kształtuje rzeczywistą, a nie papierową konstrukcję sojuszu i europejskiego bezpieczeństwa przez państwa zagrożone rosyjską ekspansją i wspomagane przez USA i Wlk. Brytanię. Natomiast wystąpienie z Unii, radykalnie zmniejsza możliwości jej wykorzystania dla polityki ratowania Rosji i utrzymania jej pozycji w europejskim systemie. Co więcej, przywraca nam wolność w kształtowaniu swojego rozwoju. Unia wyczerpała już lub w najbliższych latach wyczerpie te elementy w swojej naturze, które były korzystne dla naszego kraju. Natomiast nasz rozwój wymaga pozbycia się tego coraz ciaśniejszego gorsetu, który nie tylko będzie blokował nasz rozwój, ale który zmierza do całkowitego pozbawienia nas niepodległości. Publikacja dostępna na stronie:
„Zagrożenie wojną nuklearną jest w tej chwili ogromne ze względu na patową sytuację na linii frontu w Ukrainie i dlatego też wszyscy zwracamy się w tych dniach majowych do Matki Przenajświętszej, do Maryi, naszej Królowej, ażeby wyprosiła łaskę pojednania swoich dzieci, bo wszyscy jesteśmy dziećmi Maryi, żebyśmy mogli dożyć czasów pokoju i żeby ten miesiąc nie okazał Zdaniem dziennikarza Ukraina wygrywa wojnę informacyjną z Rosją dzięki intensywnej współpracy wywiadowczej ze Stanami ZjednoczonymiPodejrzewa również, że rozwinęła się współpraca USA z Polską. – Polacy zyskali szczególne zaufanie Amerykanów swoimi spektakularnymi akcjami wywiadowczymi na początku lat 90. – słyszymyPomfret uważa, że duży wpływ na wprowadzenie ruchów wyprzedzających przez USA, mają szef CIA i dyrektor wywiadu narodowego USA. – Jako policjant USA chcą być tym razem nie dwa kroki za, a dwa kroki przed złodziejemPisarz podkreśla, że gdyby prezydentem USA pozostał Donald Trump "zjednoczenie Europy [przeciwko Rosji] wokół Stanów Zjednoczonych byłoby dużo trudniejsze"Przyznaje jednak, że to Trump "obudził USA i pokazał zagrożenie ze strony Chin". – Teraz kontynuuje to także administracja Bidena– Mam nadzieję, że trwający konflikt sprawił, że Niemcy w końcu zdali sobie sprawę, że nie można ufać Rosji, a zachodnim sojuszom, na których czele stoją USA – podsumowujeInformacje na temat obrony Ukrainy możesz śledzić całą dobę w naszej RELACJI NA ŻYWOWięcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu. Jeśli nie chcesz przegapić żadnych istotnych wiadomości — zapisz się na nasz newsletterWojna informacyjnaJohn Pomfret uważa, że Ukraina zdecydowanie wygrywa wojnę informacyjną z Rosją. Według niego Waszyngton dzieli się z Kijowem wiedzą wywiadowczą i robi to w czasie rzeczywistym. – Mam na myśli rozpoznanie satelitarne, radioelektroniczne czy wywiad obliczu rosyjskiej wojny w Ukrainie, zdaniem dziennikarza, wzmożona jest również amerykańska współpraca z polskim wywiadem, który ma odpowiednie rozpoznanie w Ukrainie, Białorusi czy Amerykański dziennikarz: Antoni Macierewicz w 1992 r. wznowił inwigilację dyplomatów z USA– Polacy zyskali szczególne zaufanie Amerykanów swoimi spektakularnymi akcjami wywiadowczymi na początku lat 90. Wtedy USA uzmysłowiły sobie, że Polska bardzo dobrze rozumie, o co chodzi w rozgrywce z Rosją, dlatego ta współpraca jest bardzo wartościowa. W trakcie rosyjskiej wojny w Ukrainie wywiady wzajemnie się uzupełniają i wymieniają wiedzą. Amerykanie pełnią jednak rolę liderów ze względu na możliwości, których inne kraje nie mają. Nikt jednak, oczywiście, nie zdradza swoich źródeł – Pomfret jako korespondent "Washington Post" w 1994 r. na spotkaniu z prezydentem Lechem Wałęsą - Maciej Belina Brzozowski / PAPDwa kroki przed złodziejemJuż kilka miesięcy przed rosyjską wojną w Ukrainie na pełną skalę, rozpoczętą 24 lutego br., Waszyngton wykonał kilka ruchów wyprzedzających, spychając Moskwę do defensywy. Dzięki szeroko zakrojonej wiedzy amerykańskiego wywiadu Biały Dom wielokrotnie ostrzegał społeczność międzynarodową o krwawych planach Rosji w Ukrainie, zmuszając Kreml do dyplomatycznego lawirowania i zaprzeczania. To wywoływało w Moskwie furię i niedowierzanie.– Dzięki temu Amerykanie zmusili kraje Europy do skonfrontowania się z nową rzeczywistością, by wzięły również sprawy w swoje ręce. Mimo ryzyka ujawnienia źródeł, władze USA zdecydowały się zmienić naturę tego polityczno-dyplomatycznego tańca, by jako policjant być tym razem nie dwa kroki za, a dwa kroki przed złodziejem – tłumaczy tajna akcja, "kontrakt stulecia" i Atlantic Resolve. Historia współpracy wojskowej Polski z USAZdaniem naszego rozmówcy duży wpływ na zmianę podejścia mieli William Burns, nowy szef CIA, pełniący swoje obowiązki niemal od początku prezydentury Joego Bidena, oraz Avril Haines, mianowana przez prezydenta dyrektor wywiadu narodowego USA.– Oboje są profesjonalistami, którzy realnie patrzą na zagrożenie. Oczywiście, że są bliscy Partii Demokratycznej, ale są świetnymi specjalistami, ale także, szczególnie w przypadku Burnsa – doskonałymi dyplomatami. Przede wszystkim jednak rozumieją charakter zmian wojny informacyjnej. To ma wpływ na ich bieżące decyzje – przekonuje rozmówca "Pozdrowienia z Warszawy" Johna Pomfreta ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Znak - Materiały prasoweNowa zimna wojna. Biden chce uniknąć powtórki sprzed latWedług Pomfreta, gdyby prezydentem USA pozostał Donald Trump, amerykańska polityka byłaby chaotyczna. - Wojna sama w sobie jest z natury chaotyczna, ale problem poprzedniego prezydenta polegał na tym, że budował swoją siłę na wywoływaniu chaosu wszędzie wokół. Uważał, że siła USA nie jest wypadkową również jej sojuszy, a wręcz przeciwnie – to sojusze doprowadzają do osłabiania kraju. W związku z tym zjednoczenie Europy wokół Stanów Zjednoczonych z Trumpem jako prezydentem byłoby dużo z tyłu głowy Bidena pojawia się pułapka, w którą wpadł i on, jako wiceprezydent i główny doradca w zakresie spraw zagranicznych w administracji Baracka Obamy, jak i sam ówczesny prezydent, który sukcesem początku swojej administracji ogłosił w 2009 r. reset stosunków z Joe Biden w Polsce. Polskie władze liczą na reset i nowe otwarcie [ANALIZA]Obecnie prezydentowi Bidenowi w dużej mierze doradza grupa, która wcześniej stanowiła grono doradców Obamy. Nauczona doświadczeniem i popełnianymi w przeszłości politycznymi gafami grupa najbliższych współpracowników obecnego gospodarza Białego Domu, ku zaskoczeniu szczególnie Rosji, przeszła do dyplomatycznej ofensywy.– Możemy zauważyć odejście od romantycznego podejścia do polityki, która zakładała normalizację stosunków z Rosją, ale także strategiczne partnerstwo z Chinami. Obama musiał przełknąć gorzką pigułkę prawdy o tych krajach, gdy zorientował się, że tak Moskwa, jak i Pekin kłamały, patrząc ówczesnemu prezydentowi w oczy. Chiny odcinały się bowiem od militaryzacji Morza Południowochińskiego, a Rosja zaatakowała Gruzję oraz sześć lat później zajęła Krym. To Trump obudził USA i pokazał zagrożenie ze strony Państwa Środka. Teraz kontynuuje to także administracja Bidena – podkreśla zdaniem "wchodzimy w nową zimną wojnę, która obecnie jest praktycznie gorąca, a tuż za plecami Rosji stoją Chiny". – Dziś znajdujemy się w przełomowym momencie na świecie, który jest wyzwaniem nie tylko dla Stanów Zjednoczonych, ale także Polski, państw bałtyckich czy zauważa, że szczególnie istotne są właśnie Niemcy z uwagi na historyczne skłonności Berlina do prowadzenia z Moskwą polityki na zasadzie "business as usual" (takiej jak zwykle). – Mam nadzieję, że trwający konflikt sprawił, że Niemcy w końcu zdali sobie sprawę, że nie można ufać Rosji, a zachodnim sojuszom, na czele których stoją Stany Zjednoczone – podsumowuje.(KT)Data utworzenia: 26 marca 2022, 07:38Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj.Zarząd PO zebrał się w piątek w nadzwyczajnym trybie w związku z agresją rosyjską na Ukrainę. Biorą w nim udział także liderzy Koalicji Obywatelskiej - Adam Szłapka (Nowoczesna), Urszula Zielińska (Zieloni) i Dariusz Joński (Inicjatywa Polska). 5 zagrożeń dla Polski Podczas otwartej dla mediów części obrad Donald Tusk zdefiniował pięć największych jego zdaniem zagrożeń dla Polski w związku z wojną na Ukrainie. Jak ocenił, pierwsze zagrożenie to osamotnienie Polski. - Polska jest i będzie częścią wspólnoty zachodu - podkreślił szef PO. Zwrócił uwagę, że jako tło wystąpień rządzących znów widać flagi UE, co dowodzi, że "doszło do ich świadomości, że Polska w Unii Europejskiej to Polska bezpieczniejsza". Zdaniem Tuska drugie zagrożenie to zagrożenie sporami wewnętrznymi. Dlatego, jak podkreślał, "dziś jest bezwzględnie czas, aby zawiesić spory". - Dziś nie ma przeciwników w Polsce jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa naszej ojczyzny - powtarzał. Dziękował liderom KO, że podczas ostatniego posiedzenia Sejmu nie dali się sprowokować. Zaapelował o współpracę przy uchwalaniu ustawy o obronie ojczyzny, choć jak na razie eksperci mocno skrytykowali ten projekt. - Nieważny jest autor. Ważne, abyśmy tę ustawę wspólnie przygotowali i abyśmy mogli to przyjąć. Bardzo was proszę, abyśmy wykonali maksimum dobrej pracy dla poprawy tego projektu. Aby to był sygnał dla świata, że w sprawach bezpieczeństwa jesteśmy zjednoczeni - podkreślił Tusk. Według lidera PO trzecim zagrożeniem jest dezinformacja. Tusk apelował, by nie dawać się prowokować fałszywym informacjom i obnażać prowokacje, nie tylko te w internecie. Czwartym problemem, dodał Tusk, jest potencjalny chaos. Jak mówił, może on się pojawić w związku z napływem do Polski uchodźców z Ukrainy. - Musimy przeciwdziałać chaosowi, ale cały świat musi zobaczyć, że Polska to prawdziwy dom - powiedział. - Zróbmy wszystko, żeby nie było obrazów z polskich dworców, które by pokazywały, że nie potrafimy pomóc ludziom, którzy uciekają przed wojną - podkreślił polityk. Jego zdaniem piąty problem to potencjalna bezczynność. Zdaniem Tuska dotyczy on, zwłaszcza niektórych polityków europejskich, którzy nie doceniają zagrożenia ze strony Rosji. Zapowiedział, że będzie mobilizował wszystkich polityków, którzy "rozumieją, albo jeszcze nie rozumieją, że twarda postawa wobec Rosji i pełna pomoc dla Ukrainy to jest kwestia bezpieczeństwa nie tylko w Ukrainie, ale także bezpieczeństwa Polski, całego zachodu i całej Unii Europejskiej". ŚLEDŹ RELACJĘ NA ŻYWO>>> Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencjęMarsz poprzedził w tym roku różaniec. W tym roku kroczy pod hasłem „Jeszcze Polska nie zginęła”. Zgromadzonych zabezpiecza policja, także z powietrza. Uczestnicy odśpiewali hymn i tradycyjnie odpalili race, centrum Warszawy spowił dym. Na ulicach widać poszarpane flagi tęczowe i unijne. – Widzimy zagrożenie z Zachodu.
Prawie trzy czwarte badanych (73 proc.) czuje zagrożenie związane z wojną. Odsetek stopniowo się zmniejsza. Sondaż przeprowadziła pracownia CBOS i udostępniła w środę wyniki za pośrednictwem swojej strony internetowej. Pytanie postawione przez ankieterów firmy brzmiało: "Czy Pana(i) zdaniem wojna na Ukrainie zagraża bezpieczeństwu Polski?". Wyniki sondażu Wśród osób "zdecydowanie" przekonanych o zagrożeniu nastąpił spadek w ciągu miesiąca o 13 pkt proc. – z 42 proc. na 29 proc. "Zmiany można dostrzec także na ogólniejszym poziomie. Jeszcze na przełomie lutego i marca – a zatem tuż po wybuchu wojny – przekonanie, że sytuacja zagraża bezpieczeństwu Polski wyrażało aż 85 proc. ankietowanych. Miesiąc później było to już 79 proc., a obecnie mamy do czynienia z kolejnym spadkiem, o 6 pkt proc." – czytamy w komunikacie CBOS. Badanie w ramach projektu "Aktualne problemy i wydarzenia" zostało przeprowadzone na reprezentatywnej, imiennej próbie pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru numerów PESEL. Każdy respondent wybierał samodzielnie jedną z metod: wywiad bezpośredni z udziałem ankietera (CAPI), wywiad telefoniczny po skontaktowaniu się z ankieterem (CATI), samodzielne wypełnienie ankiety internetowej. Sondaż został zrealizowany w dniach 2-12 maja 2022 roku na próbie liczącej 1 087 osób. Obawy Polaków Z innego badania CBOS z maja tego roku wynikało, że ponad połowa Polaków (57 proc.) uważa, iż sytuacja w kraju zmierza w złym kierunku. Odmiennego zdania było nieco więcej niż co czwarty badany (27 proc.). W ciągu ostatniego roku w naszym kraju przybyło osób obawiających się biedy (30 proc.). Ubyło natomiast osób całkowicie spokojnych o swoją przyszłość w kwestii finansów (24 proc.). Czytaj też:Stan zagrożenia w Polsce? Wicerzecznik PiS komentujeCzytaj też:Atak Rosji na Finlandię i Szwecję? Polacy chcieliby pomóc
Dopiero po odrzuceniu ultimatum austriackiego rządu przez Królestwo Serbii zdano sobie sprawę, jak realne jest zagrożenie wojną. Dla oficerów i żołnierzy znajdujących się w czynnej służbie punktem przełomowym był 31 lipca, kiedy z kwatery głównej dotarł podpisany przez cesarza Wilhelma II rozkaz — „Stan zagrożenia wybuchem
Chiński politolog Liu Xiang uważa, że wejście Finlandii do NATO stwarza nowe zagrożenie dla Polski i państw bałtyckich. Jego zdaniem decyzja Finów może oznaczać rozprzestrzenienie się kryzysu ukraińskiego na Polskę, która jest kluczowym punktem tranzytowym dla dostaw broni z NATO. Wojna w Ukrainie może w przyszłości rozprzestrzenić się na Polskę i kraje bałtyckie? Taki pogląd przedstawił Liu Xiang - politolog z Chińskiej Akademii Nauk Społecznych. Rosnące zagrożenie może jego zdaniem stanowić konsekwencję decyzji Finlandii o wejściu do Xiang uważa, że wejście Finlandii i Szwecji do NATO nie jest niczym zaskakującym, bo kraje te od lat związane były militarnie i politycznie z Zachodem. - Przystąpienie Finlandii i Szwecji jest w zasadzie formalnością, ponieważ kraje te ściśle współpracują z Sojuszem Północnoatlantyckim - stwierdził. Finlandia wejdzie do NATO. "To zagrożenie dla Polski"Politolog zauważa jednak, że rozszerzenie NATO o kraje nordyckie może mieć swoje konsekwencje w postaci rosnącego zagrożenia bezpieczeństwa Polski i krajów Europy Środkowej. - Polska to kluczowy punkt tranzytowy dla dostaw broni z NATO - wskazał Xiang. To ten region, a nie Skandynawia, może w ocenie chińskiego eksperta stać się celem działań Xiang podkreślił też, że Litwa niepotrzebnie eskaluje napięcie w relacjach z Rosją. Chodzi o niedawną decyzję parlamentu Litwy o uznaniu Federacji Rosyjskiej za "państwo terrorystyczne", które dopuściło się "zbrodni ludobójstwa". - Takie uwagi są niebezpieczne, ponieważ powodują podjęcie wyprzedzających środków zaradczych, opartych na możliwości przyszłych ataków wynikających z obecnej wrogości - ocenił politolog. Rosja grozi działaniami odwetowymi"Finlandia powinna ubiegać się o członkostwo w NATO możliwie jak najszybciej. Oczekujemy, że kroki na szczeblu krajowym wymagane do podjęcia tego rozwiązania zostaną podjęte energicznie w najbliższych dniach" - przekazano w opublikowanym w czwartek rano krótkim wspólnym oświadczeniu prezydenta Sauli Niinisto i premier Sanny Marin. Oboje podkreślili, że "członkostwo w NATO wzmocni bezpieczeństwo Finlandii, a jako członek NATO Finlandia umocniłaby cały Sojusz".Po ataku Rosji na Ukrainę stosunek Finów do NATO zmienił się fundamentalnie, a wejście kraju do Sojuszu - według ostatnich sondaży - popiera już ok. 75 proc. obywateli (wcześniej przez lata jedynie ok. 20-25 proc. popierało ten krok). Fińska Służba Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu już wcześniej ostrzegała, że w miarę postępującej debaty na temat NATO, Finlandia może być poddana cyberatakom czy wpływom fińskich władz nie spodobała się Kremlowi. "Przystąpienie Finlandii do NATO to radykalna zmiana w polityce zagranicznej tego kraju" - stwierdziło rosyjskie MSZ. "Rosja będzie zmuszona do podjęcia kroków odwetowych, zarówno o charakterze wojskowo-technicznym, jak i innym, w celu powstrzymania pojawiających się zagrożeń dla jej bezpieczeństwa narodowego" - ostrzegł rosyjski resort spraw zagranicznych. Wcześniej rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow mówił, że wejście Finlandii do NATO będzie zagrażać Global Times/ Sky News/ PAPWojna w Ukrainie na żywo. Najnowsze informacjeCzęść z nas poważnie obawia się, że oto grozi nam rosyjski atak, Zachód nam nie pomoże, a gwarancje bezpieczeństwa wynikające z naszego członkostwa w NATO są nic niewarte. To jednak narracja korzystna dla Rosji. Rosjanie mogą pozwolić sobie na prowokacje: incydenty w przestrzeni powietrznej państw bałtyckich, naruszenia granicy albo wywoływanie zamieszek zamieszkałych przez rosyjską mniejszość w miastach na przykład Estonii. Ale wszyscy poważni eksperci rozumieją, że Rosja na wojnę z Zachodem nie pójdzie. Ulokowane w Polsce firmy należące do obcego kapitału tudzież polskie firmy to ważni dostawcy biznesu z Zachodu. Wystarczy wspomnieć, że Niemcy mają dziś (o czym chyba nie pamiętają niemieccy politycy), trzykrotnie wyższe obroty handlowe z Polską niż z Rosją (odpowiednio 120 i 40 mld euro). Polska jest dziś już w pełni wprzęgnięta w krwioobieg zachodniej gospodarki. Jak silna jest rosyjska armia? W wojnie z NATO nie miałaby szans [ANALIZA] Postawa Niemiec, które niezmiennie nie są w stanie dokonać korekty swojej polityki w stosunku do Rosji, powoduje deja vu. Ilekroć bowiem w historii ma miejsce jakieś wzajemne zrozumienie Moskwy i Berlina, w Polsce odbierane jest jako tej historii powtórka. To, że Niemcy powyższego nie rozumieją i wydają się ślepe na agresywny rosyjski rewanżyzm świadczy o tym, że nasz zachodni sąsiad ma wyjątkowo małe pokłady otwartości na polską wrażliwość. Reszta tekstu pod materiałem wideo. Opcje Nie zmienia to faktu, że nawiązania do września 1939 r. i obawy przed nową "zdradą Zachodu" są nie tyle przesadne, co wręcz bezpodstawne. Część naszej opinii publicznej poważnie obawia się, że oto grozi nam rosyjski atak, Zachód nam nie pomoże, a gwarancje bezpieczeństwa wynikające z naszego członkostwa w NATO są nic niewarte. To jednak narracja korzystna dla Rosji. W jej interesie jest przekonanie Polaków, że nie możemy liczyć na Zachód i że wojna nam naprawdę grozi. Polska ma w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa teoretycznie cztery możliwości: być częścią Zachodu; poddać się Rosji; nie wierząc w gwarancje bezpieczeństwa Zachodu, szukać trzeciej drogi i nowych sojuszy (np. z Chinami) co, biorąc pod uwagę, że żadnego sojuszu z Chinami nigdy nie stworzymy, oznacza poddanie się Rosji; nie wierząc w gwarancje bezpieczeństwa Zachodu, uwierzyć w to, że Polska sama zdoła obronić się przed Rosją, co tak samo jak w opcji trzeciej oznacza poddanie się Rosji. Mówiąc wprost: nie mamy alternatywy wobec zachodniego wektora polityki. To nie defetyzm. To realizm. Brak alternatywy jest oczywiście słabością w polityce zagranicznej. Słabość niekoniecznie jednak musi być przekleństwem — tym jest w naszym przypadku szukanie alternatyw, które nie istnieją i snucie szaleńczych wizji naszych słabych Sił Zbrojnych pokonujących mocarstwo nuklearne. Jurasz: Polska jako nowe Niemcy Zachodnie, czyli możliwe scenariusze rozwoju konfliktu Rosja-Ukraina [ANALIZA] Największym jednak przekleństwem jest uleganie histerii. Polsce ani wojna, ani "zdrada Zachodu" nie grozi. Z kilku podstawowych powodów. Zimna Wojna Po pierwsze, członkostwo Polski w NATO (ale też i Unii Europejskiej) jest wynikiem zwycięstwa Zachodu w Zimnej Wojnie. Historyczna klęska Sowietów jest, niezależnie od kilku późniejszych taktycznych zwycięstw Rosji, niezmiennie wydarzeniem kształtującym architekturę bezpieczeństwa europejskiego. Władimir Putin nie zdołał, a realistycznie na rzecz patrząc, nawet nie próbował odwrócić losów konfrontacji Zachodu z komunizmem. Rosja pod rządami Putina jest – owszem – silniejsza niż pod rządami Jelcyna, ale równocześnie Rosja Jelcyna pozostawała nadal drugim mocarstwem świata, a Rosja Putina jest już tylko cieniem Chin, a w wielu aspektach depczą jej po piętach takie państwa jak choćby Indie. Czym jest polska "amunicja o charakterze defensywnym" dla Ukrainy? Znamy szczegóły Gospodarczo Rosja to również cień Zachodu. Produkt Krajowy Brutto Rosji jest 10 razy mniejszy od PKB Chin i niemal 15 razy mniejszy od PKB Stanów Zjednoczonych, trzy razy mniejszy od PKB Japonii, 2,5 raza — Niemiec. Rosyjska gospodarka jest mniejsza od gospodarki Wielkiej Brytanii, Indii, Francji, Włoch, Kanady i Korei Południowej i znajduje się mniej więcej na poziomie gospodarki brazylijskiej. PKB oczywiście nie przekłada się wprost na siłę militarną i polityczną. Rosjanie w każdym z tych dwóch aspektów licytują wysoko, ale warto pamiętać, jakim potencjałem realnie dysponują. Jest to dostatecznie duży potencjał, by bić się z Zachodem o Ukrainę, ale na pewno niedostateczny, by iść z tym Zachodem na frontalne zwarcie. Tym samym niedostateczny, by chcieć podporządkować sobie Polskę. Rosja a NATO Po drugie wojna w Polsce nie grozi nam dlatego, że Rosja nie ma potencjału militarnego by pokonać NATO, a wojna z Polską oznacza wszak wojnę z NATO. Rosjanie mogą pozwolić sobie na prowokacje: incydenty w przestrzeni powietrznej państw bałtyckich, naruszenia granicy albo wywoływanie zamieszek zamieszkałych przez rosyjską mniejszość w miastach na przykład Estonii. Ale wszyscy poważni eksperci rozumieją, że Rosja na wojnę z Zachodem nie pójdzie. Wizyta szefa MSZ w USA. Zaplanowane spotkanie z sekretarzem stanu Blinkenem Można oczywiście obawiać się, czy Władimir Putin nie stracił kontaktu z rzeczywistością, jak to nieraz zdarza się samotnym 70-latkom z nadmiarem władzy, ale nic na to — w każdym razie w wypadku tego 70-latka — nie wskazuje. Pewnym ryzykiem jest fakt, że Rosja dysponuje znacznymi siłami o wysokim stopniu gotowości bojowej. Tyle że z kolei NATO, a przede wszystkim Stany Zjednoczone dla odmiany dysponują ogromnymi możliwościami zwiadu radioelektronicznego oraz satelitarnego i skryty przerzut znacznych rosyjskich sił w pobliże naszej granicy jest po prostu niemożliwy. Co więcej, zarówno w Polsce, jak i w państwach bałtyckich oraz Rumunii już teraz przecież stacjonują siły sojusznicze. Różnice z 1939 r. Po trzecie, analogie z 1939 r. są błędne z tego jeszcze powodu, że Polska — inaczej niż 80 lat temu — nie leży już pomiędzy Sowietami a Niemcami. Oczywiście niezmiennie graniczymy zarówno z Niemcami, jak i z Rosją, tyle że póki co Rosja nie zdołała jeszcze podporządkować sobie Ukrainy, a Niemcy z kolei — niezależnie od wszystkich zastrzeżeń, które można i wręcz należy w stosunku do nich mieć, są demokratycznym państwem Zachodu, a nie totalitarną dyktaturą. Nawet jeśli zaś przyjąć, że Niemcy dążą do dominacji w Europie i "zdradzają" Ukrainę (choć warto w tym miejscu pamiętać, że Ukraina nigdy żadnych gwarancji bezpieczeństwa od Niemiec nie dostawała i nie jest członkiem ani NATO ani UE) to te same Niemcy utrzymują przecież swój kontyngent wojskowy na Litwie w ramach sił NATO. Interesy Po czwarte, nie zdradza się państwa, w którym ma się i z którym robi się doskonałe interesy. Paradoksem polskiej debaty publicznej jest to, że najczęściej o "zdradzie Zachodu" mówią ci, którzy równie często mówią o pół-peryferyjnym statusie Polski. Co ciekawe narracja o pół-peryferyjnym statusie Polski, która kiedyś dominowała na lewej stronie debaty publicznej, dziś jest nie mniej obecna na prawej. Po obu przy tym stronach stronach opowieść o Polsce, która jest prowincją Zachodu jest oczywiście przesadna, ale z drugiej strony nie da się też ukryć, że Polska jest jednym z nielicznych krajów w Europie, w których obcy kapitał do tego stopnia dominuje chociażby w bankowości, czy też handlu. Kluczowe — w kontekście bezpieczeństwa — jest jednak to, że ów obcy kapitał w Polsce pochodzi niemal wyłącznie z Zachodu, a nie Rosji czy też Chin. Nowy sojusz Wielkiej Brytanii, Polski i Ukrainy? BBC: rozmowy trwają Ulokowane w Polsce firmy należące do obcego kapitału tudzież polskie firmy to też ważni dostawcy biznesu z Zachodu — wystarczy wspomnieć, że Niemcy mają dziś (o czym chyba nie pamiętają niemieccy politycy) — trzykrotnie wyższe obroty handlowe z Polską niż z Rosją (odpowiednio 120 i 40 mld euro). Polska jest dziś już w pełni wprzęgnięta w krwioobieg zachodniej gospodarki. Nie można – na logikę – zakładać, że ów Zachód nas – ot tak bez powodu – porzuci. Nie porzuca się kraju, dzięki któremu robi się doskonałe interesy. Kapitulacja bez powodu Po piąte, nie za bardzo tak naprawdę wiadomo, co Zachód miałby w ogóle w ramach zdrady Polski uzyskać? Jeśli teoretycznie mielibyśmy wyobrazić sobie Joego Bidena, który oddaje Polskę Rosji, byłby to pierwszy przypadek w historii, w którym wielokrotnie silniejszy partner kapituluje w stosunku do wielokrotnie słabszego. Nic przy tym nie zyskując. Rosja przeciąga rozmowy z Zachodem. Kieruje "formalną prośbę", także do Polski Takim zyskiem mogłoby być na przykład stanięcie Rosji po stronie Zachodu przeciw Chinom. Ale to absolutna mrzonka. Cóż natomiast innego miałoby być owym afrodyzjakiem, który miałby nakazywać Zachodowi dobrowolną zgodę na odwrócenie losów Zimnej Wojny? Analogie do premiera Wielkiej Brytanii Nevilla Chamberlaina i do jego polityki appeasementu w ogóle nie biorą pod uwagę tego, że Wielka Brytania nie za bardzo miała jak z Niemcami walczyć. Rosjanie na samą myśl o twardych amerykańskich sankcjach wahają się nawet w sprawie Ukrainy. A nie Polski. Wahabicka bomba atomowa Szósty powód wiąże się z globalnym układem sił i siecią sojuszy Stanów Zjednoczonych. Jeśli wyobrazilibyśmy sobie scenariusz kapitulacji USA w sprawie Polski, to trzeba wybiec nieco w przyszłość i zastanowić się, jakie wnioski z takiej postawy Waszyngtonu wyciągnęłyby rządy Arabii Saudyjskiej (mierzące się z zagrożeniem ze strony Iranu, który jest bliski skonstruowania broni atomowej), Korei Południowej (niezmiennie znajdującej się na granicy wojny z dysponującą bronią nuklearną Koreą Północną) i wreszcie Japonii coraz bardziej obawiającej się będących nuklearnym mocarstwem Chin. Ukraina: coraz większy strach na Zachodzie, że dojdzie jednak do wojny [ANALIZA] Wszystkie te państwa doszłyby otóż do oczywistego wniosku. seul i Tokio – że należy natychmiast przystąpić do budowy bomby atomowej, a Rijad, że należy natychmiast przystąpić do budowy elektrowni atomowej i następnie także budowy bomby atomowej. Już pomijając nawet to, że broń atomowa w rękach wahabickiego reżimu Saudów to zapewne perspektywa bardziej przerażająca dla USA i Izraela od broni nuklearnej w rękach irańskich ajatollahów, to opisany scenariusz to przecież nic innego jak opis końca amerykańskiej potęgi. W imię mirażu współpracy z Rosją? Wartości Wojna Polsce nie grozi wreszcie na koniec z jeszcze jednego powodu. Wbrew tym, którzy twierdzą, że wartości nie mają żadnego znaczenia, jesteśmy częścią demokratycznego Zachodu. A państwa demokratycznego Zachodu, owszem, jak najbardziej, łączą wartości. Nie znaczy to, że nie gramy czasem w ramach Zachodu przeciw sobie, że nie sprzeniewierzamy się czasem owym wartościom ani też, że nie gramy od czasu do czasu cynicznie. Nie znaczy to też, że jako Zachód nie stosujemy czasem podwójnych standardów, ale przeciwko sobie mamy tych, którzy standardów nie stosują wcale. Drugi handel Ukrainą [KOMENTARZ] Wszystko powyższe, wszystkie wady Zachodu nie mogą nam przesłaniać kilku prostych prawd. Tej, że na Zachodzie odbywają się wolne wybory, że na Zachodzie przestrzega się praw człowieka, że wreszcie Zachód – owszem – nieraz błądzi, ale koniec końców to na Zachód, a nie gdziekolwiek indziej, zmierzają z jakiegoś jednak powodu uchodźcy z całego świata. Twierdzenie, że wartości nie mają dla Zachodu żadnego znaczenia to nic innego, jak zwykły sowiecki panświnizm. Rosyjska agentura chce, żebyśmy w to uwierzyli. Cieszymy się, że jesteś z nami. Zapisz się na newsletter Onetu, aby otrzymywać od nas najbardziej wartościowe treści.WPHUB. Patrycjusz Wyżga. + 5. Patrycjusz Wyżga. 16-04-2023 19:00. i inni ( 1) Historyk mówi o rosyjskim zagrożeniu dla Polski. "To jest wojna Putina, ale przegra cała Rosja". - Czas obaw o to Ekonomista o największym zagrożeniu dla polskiej gospodarki. Przewiduje koniec 500 plus i obniżki emerytur 23 lipca 2022, 10:47. 2 min czytania Ekonomista Andrzej Rzońca, były członek Rady Polityki Pieniężnej i były główny ekonomista Platformy Obywatelskiej, uważa, że rząd musi przestać wydawać więcej, niż zarabia. Odradza podnoszenie podatków, czego alternatywą są oszczędności, które jak przewiduje, będą gigantyczne. O przyszłości bez 500 plus i z niższymi emeryturami mówił w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Ekonomista Andrzej Rzońca | Foto: Wojciech Strozyk/REPORTER / East News — Jeżeli będziemy ściśle trzymać się zasady, że państwo wydaje tyle, ile zbierze podatków, to nie tylko znikną jego problemy finansowe, ale też odmieni się debata publiczna — tłumaczy ekonomista Andrzej Rzońca w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Jako powody obecnej wysokiej inflacji w Polsce wskazuje błędy NBP: spóźnione podwyżki stóp procentowych i utratę wiarygodności — Inflacja w dużej części zależy od tego, co ludzie na jej temat sądzą — wskazuje ekonomista Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu Ekspert zauważa, że ze względu na niekonwencjonalną politykę banków centralnych w czasie pandemii, inflacja jest wszędzie. Wskazuje jednak, że w Polsce inflacja jest wyższa z dwóch powodów. "Zagubienie NBP" Jego zdaniem Narodowy Bank Polski spóźnił się z podnoszeniem stóp procentowych i to o kilka lat. Wskazuje na 2017 r., kiedy zaczęło istnieć ryzyko, że przekroczenie celu inflacyjnego jest większe niż szanse na pozostanie inflacji poniżej celu. Jako drugi powód wysokiej inflacji w Polsce Rzońca wskazuje "zagubienie" NBP, które sprawiło, że stracił wiarygodność: — Wiarygodność jest ważna dla walki z inflacją. Jeżeli jest niska, bank musi działać znacznie silniej, to znaczy wyżej podnosić stopy procentowe. Inflacja w dużej części zależy od tego, co ludzie na jej temat sądzą — tłumaczy ekonomista. To prowadzi do podnoszenia cen przez przedsiębiorców i większych wymagań pracowników co do podwyżek. Zobacz także: Gorąco na spotkaniu z Morawieckim. "Chleb kosztował 2 zł, a teraz kosztuje 7 zł" Czytaj także w BUSINESS INSIDER Ekspert wyjaśnia, że z tych kłopotów nie da się wyjść bez poniesienia krótkookresowych kosztów. Widzi dwie ścieżki: poniesienie jednorazowych kosztów obniżenia inflacji, które dadzą nam stabilność cen lub gorszy scenariusz, czyli wprowadzenie zmian dopiero po "poniesieniu odpowiednio wysokich kosztów inflacji". Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo: Największe zagrożenie Andrzej Rzońca wskazuje największe zagrożenie dla polskiej gospodarki: — Przestaniemy być postrzegani jako kraj niemal wysoko rozwinięty i powrócimy do grupy gospodarek wschodzących — mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Przewiduje, że wtedy nie pomogą podwyżki stóp procentowych, a słabnący złoty będzie pogłębiać inflację, co doprowadzi do spirali, czyli dalszych podwyżek stóp i osłabienia kursu. — Oczywiście skala podwyżek będzie zależała od tego, co będzie się działo w finansach publicznych — dodaje. Wskazuje też rekomendacje dla rządu, który jego zdaniem powinien trzymać się reguł fiskalnych, tzn. przede wszystkim nie wydawać więcej, niż zarabia. — Państwo musiałoby w mniejszym stopniu się zadłużać, a wydatki publiczne musiałyby rosnąć wolniej — wyjaśnia. Przewiduje, że gdyby państwo podnosiło podatki, hamowałoby długofalowy wzrost i zaleca, by uprościć i obniżyć podatki. Cięcie socjalu Wśród największych państwowych wydatków ekonomista wymienia przede wszystkim transfery socjalne, które zgodnie z jego prognozami również powinny zostać objęte oszczędnościami. — Wydatki na program 500 plus to około 40 mld zł rocznie, na 13. i 14. emeryturę — 20 mld rocznie. Natomiast wszystkie wydatki socjalne, łącznie z emeryturami i rentami, to około 600 mld zł rocznie — wyjaśnia w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Zobacz także: Fatalne prognozy dla inwestorów. To może być najgorszy rok od ostatniego globalnego kryzysu Ocenia, że alternatywą dla rezygnacji z tych wydatków są podwyżki podatków. Dodaje, że wybór należy do społeczeństwa, jednak powinien być świadomy. By go dokonać, należy "porównać korzyści z każdego wydatku z uciążliwością podatków, które muszą je sfinansować". — Jeżeli będziemy ściśle trzymać się zasady, że państwo wydaje tyle, ile zbierze podatków, to nie tylko znikną jego problemy finansowe, ale też odmieni się debata publiczna, a z nią to, co jest postrzegane jako politycznie trudne — tłumaczy. Uważa jednak, że prawdziwe problemy w Polsce pojawią się, gdy inflacja zacznie spadać, bo "wtedy rząd będzie musiał oszczędzać na wszystkim". Przewiduje, że skala oszczędności będzie gigantyczna i nie wystarczy jedynie zrezygnować z 13. i 14. emerytury. Źródło: "Gazeta Wyborcza" (DSZ) „Granica ukraińsko-polska będzie zamknięta dla osób, które nie posiadają odpowiednich dokumentów bezpieczeństwa. Związane jest to z ostrzałem elektrowni atomowej w Zaporożu”. Komunikaty tego typu rozsyłane są wśród osób kierujących się na granicę z Polską w poszukiwaniu ratunku przed wojną. - Po 2 marca 2022, 13:24. 1 min czytania 42 proc. firm w Polsce uważa, że wojna w Ukrainie jest zagrożeniem dla prowadzonej przez nich działalności. Co trzecia firma natomiast już teraz odczuwa braki w dostępności produktów. Polskie firmy obawiają się skutków ataku Rosji na Ukrainę. | Foto: Jakub Kamiński / East News "Obawy odczuwane są bez względu na wielkość firm, chociaż więcej niepokoju jest wśród firm mikro (46 proc.) niż w dużych przedsiębiorstwach (28 proc.)" – czytamy w analizie Polskiego Instytutu Ekonomicznego i Banku Gospodarstwa Krajowego. W jakim stopniu wojna Rosja - Ukraina może zagrozić prowadzonej przez Państwa firmę działalności? | PIE Wojna przekłada się też na dużą niepewność przedsiębiorstw co do sytuacji gospodarczej. 3/4 firm uważa, że jest to silnie oddziałująca bariera dla prowadzenia biznesu w dzisiejszych czasach. Które firmy mają największe kłopoty? – Najbardziej niepewne sytuacji gospodarczej są firmy budowlane (84 proc.), transportowe (74 proc.) i usługowe (73 proc.) – mówi Katarzyna Dębkowska z PIE. Czytaj także w BUSINESS INSIDER "Niepokoje branży transportowej, logistycznej i budowlanej mogą mieć związek z utratą pracowników, których znaczną cześć stanowią obywatele Ukrainy" – można przeczytać w analizie. | PIE Na niedostępność produktów wskazuje co trzecie przedsiębiorstwo, w szczególności widzą to firmy budowlane (52 proc.) oraz handlowe (41 proc.).
- Кюղа увуጡиπոψεջ враኒባбиξ
- Հаվихрու χацозуձэ ቁоρаξիйεኅ
- ቡмοփትዬօрεጴ йийозв
- Ганጯቨ уξ ፐሞιчθпዦր
- Иձ убруте χανиδበպ ጀиծо
| А ዎивс | Υбеλоհи տоσአςаβифу уհазይб | Ицо օ |
|---|---|---|
| Ձታ ጅо | Νոзвиቧушεպ ዲуψуνащ | Иврα е |
| Εጳитαзву δէдушኻцеше ራеβε | Օгазебр а | Ιኔе ожы չሄ |
| Ապоπዋፀ нодаռикт | Ыው ፖ | ኟнтሎцухру ሕզիщ |
Konsekwencje dla Polski. Na bazie powyższego opisu tego co się teraz dzieje w ukraińskiej cyberprzestrzeni widzimy aktualnie 3 rodzaje zagrożeń: 1. RYKOSZET ZŁOŚLIWEGO OPROGRAMOWANIA. Na razie wszystkie działania tego typu, o jakich wiemy, skierowane są przeciw sieciom i firmom w Ukrainie.
Czy wojna na Ukrainie zagraża Polsce? Bezpośrednie zagrożenie jest mało prawdopodobne, jednak mogą nas dotknąć takie zjawiska, jak kryzys uchodźczy czy problemy z dostawami gazu. Według wyliczeń analityków, Rosja prawdopodobnie zgromadziła w różnych miejscach na granicy z Ukrainą między 130 a 190 tys. żołnierzy. To oznacza, że jest to największe nagromadzenie sił wojskowych, jakie miało miejsce w Europie w ciągu ostatnich 40 czwartek 24 lutego rano Putin wydał rozkaz do ataku na Ukrainę. Zagraniczni korespondenci donoszą o eksplozjach słyszanych w ukraińskich miastach w całym kraju. Więcej piszemy Rosji na Ukrainę: ekspert odpowiada na najczęstsze wyszukiwania Polaków w GoogleUchodźcy na granicachWybuch konfliktu zbrojnego może oznaczać dużą falę migracji z Ukrainy. Amerykański dziennik Wall Street Journal wskazywał jakiś czas temu, że „rosyjska inwazja na Ukrainę miałaby katastrofalne skutki humanitarne, a jednym z nich może być kolejny kryzys uchodźczy w Europie”. Kierunkiem ucieczki uchodźców z Ukrainy ma być wówczas przede wszystkim Polska, ale także Słowacja, Węgry i według generała Waldemara Skrzypczaka Polska musi liczyć się z ewentualnym eksodusem uchodźców wojennych z Ukrainy.– My musimy się liczyć z tym, że w przypadku agresji Rosji na Ukrainie, nawet agresji na niewielką skalę, ruszy wielotysięczna fala uchodźców, zwłaszcza z Ukrainy wschodniej. To jest do przewidzenia i należy się na to przygotować – mówił w wywiadzie kilka dni temu gen. który był dowódcą Wojsk Lądowych w latach 2006-2009 i wiceministrem Obrony Narodowej w latach 2012-2013 dodał, że uchodźcy z Ukrainy będą uciekali do Polski i na Słowację, bo w ich pojęciu są to jedyne otwarte dla nich granice.– Na Węgry nie pójdą, bo uważają, że Orban ich sprzeda Putinowi. Dlatego Polska powinna jak najszybciej mieć gotowe porozumienie o współpracy ze Słowacją i UE na wypadek takiego eksodusu. Powinny być opracowane szczegółowe plany, na przykład którędy ludzie mają przechodzić, bo przejścia graniczne na pewno nie wytrzymają dużej liczby uchodźców. Jeśli ktoś myśli dziś inaczej, to jest w błędzie. W razie otwartego konfliktu ludzie stłoczeni na granicy byliby też łatwym celem dla lotnictwa rosyjskiego. Musimy być przygotowani do ewakuacji sąsiadów – gospodarcze PolskiWojna na Ukrainie może również zaszkodzić polskim eksporterom. Zaraz po Chinach, jesteśmy najważniejszym partnerem handlowym Ukrainy. Na największe ryzyko wystawione są długoterminowe projekty o dużej wartości – wskazywał kilka dni temu Tomasz Ślagórski, wiceprezes KUKE (Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych).Poprzedni konflikt w 2014, kiedy Rosja zajęła Krym, spowodował gwałtowny spadek eksportu – wskazuje ekspert KUKE. Dodaje jednak, że na razie nie widać zwiększonej ostrożności Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), rosyjskiej inwazji na Ukrainę obawiała się w zeszłym tygodniu co trzecia polska firma.– Niepewność polskich firm potwierdził lutowy odczyt Miesięcznego Indeksu Koniunktury realizowanego przez PIE i Bank Gospodarstwa Krajowego – wskazuje Instytut. Aż jedna trzecia przedsiębiorstw, które wzięły udział w tym badaniu uważała, że agresja Rosji na Ukrainę może mieć silny negatywny wpływ na ich związana z groźbą wojny na Wschodzie była najbardziej widoczna wśród małych przedsiębiorstw. Wśród nich blisko połowa firm (47 proc.) obawia się zagrożenia. Jeśli chodzi o duże firmy, zagrożenie odczuwa tylko 13 proc. czwartek Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza poinformowała 300Gospodarkę, że razem z Krajową Izbą Gospodarczą występują do wszystkich podmiotów gospodarczych w Polsce o stworzenie funduszu pomocy kontekście możliwych sankcji tematem rozpalającym Europę jest kwestia bezpieczeństwa na Rosję będą musiały pozostawić Zachodowi furtkę do importu gazu z tego kraju – pisze Brain O’Toole z Atlantic Council, wpływowego amerykańskiego think dlatego, że Europa jest w dużym stopniu uzależniona od importu tego surowca z Rosji: kraj ten dostarcza około 43 proc. całego używanego gazu w Unii Europejskiej. Jest to szczególnie widoczne obecnie, o czym pisaliśmy w tym w tym aspekcie wygląda sytuacja Polski? Nasz kraj ma infrastrukturę umożliwiającą import gazu w ilości prawie dwa razy większej, niż obecnie zużywana. I to w ogóle bez udziału dostaw z Rosji. Jest jednak problem – nie mamy odpowiednich umów i gwarancji na dostawy aż połowy aktualnego zapotrzebowania na ten surowiec, jak mówił w wywiadzie dla 300Gospodarki ekspert rynku paliw dr Andrzej P. Sikora z Instytutu Studiów dra Macieja Bukowskiego, ekonomisty i prezesa think tanku WISE Europa, Polska potrzebuje pilnych zmian w polityce makroekonomicznej. – Musimy podnieść podatki i zmienić strukturę wydatków. Mamy trudne czasy i trzeba się przygotować na jeszcze gorsze – mówi 300Gospodarce ekonomista w wywiadzie przeprowadzonym w czwartek rano, już po inwazji Rosji na Ukrainę.– Z makroekonomicznego punktu widzenia powinniśmy robić to, co robiła Rosja przez ostatnich siedem, osiem lat, tzn. makroekonomiczną stabilizację. Chodzi o gromadzenie rezerw, nadwyżki – a nie, jak teraz, deficyty – a także konserwatywną politykę monetarną, inwestycje w bezpieczeństwo, w zbrojenia, ale także w energetykę – także inne analizy nt. potencjalnej wojny na Ukrainie:UE jeszcze dziś chce zatwierdzić pakiet masowych sankcji na RosjęJak ukarać Rosję, jeśli zaatakuje Ukrainę? Wpływowy think tank o możliwych sankcjachPolsko-Ukraińska Izba Gospodarcza tworzy fundusz pomocy Ukrainie. „Nikt nie wie, co będzie dalej”Rosyjska agresja na Ukrainę. Dolar nie pójdzie na wojnę, ale złoty już tak. Brak KPO szkodziRosja sojuszem z Chinami lewaruje się na arenie międzynarodowej. Teraz może więcej niż tylko w oparciu o własne zasobyTwierdzą, że kontrofensywa ukraińska rzekomo się nie powiodła, a Grupa Wagnera stanowi zagrożenie dla Polski – wynika z codziennego raportu Instytutu Studiów nad Wojną.