☄️ Zagrożenie Wojną Dla Polski

CERT dla sił zbrojnych. Żadna z polskich instytucji rządowych nie jest jednak w stanie samodzielnie bronić się przed atakami hakerów, dlatego CERT Polska we współpracy z Departamentem Bezpieczeństwa Teleinformatycznego ABW stworzył system wcze-snego ostrzegania o zagrożeniach internetowych o nazwie ARAKIS. Zawiadamia on
Opublikowano: 2021-08-07 12:40: Dział: Polityka Przyszła wojna. "Trudno ocenić, które zagrożenie jest dla Polski bardziej destrukcyjne: militarne czy propagandowe" Polityka opublikowano: 2021-08-07 12:40: autor: Fratria Zespół Dokumentacji i Analiz Reduty Dobrego Imienia przedstawił raport na temat hipotetycznej wojny w krajach bałtyckich i w Polsce. Raport zatytułowany jest „Si vis pacem – para bellum”. Stara rzymska sentencja „Jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny” jest zawsze aktualna. A to dlatego, że nadal mamy do czynienia ze starym jak świat zjawiskiem – homo homini lupus est (człowiek człowiekowi wilkiem). Rosja zajęła 20 proc. terytorium Gruzji, sieje zamęt w Abchazji, Osetii, na wschodniej Ukrainie, którą de facto okupuje. Oficjalnie nie było żadnej agresji ani wypowiedzenia wojny, ale za pomocą tzw. zielonych ludzików zmieniono terytorialne status quo i Krym stał się rosyjski, wraz z nową strefą morską. Władimir Putin twierdzi, że naród ukraiński nie istnieje, a Ukraińcy to południowo-wschodni Rosjanie. Rosjanie żyją także w Estonii, na Łotwie i Litwie. Pewnie znaleźliby się także i w Polsce, gdyby wkroczyła tu armia rosyjska. … Teraz za 2,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów. Kliknij i wybierz e-prenumeratę. Wchodzę i wybieram Publikacja dostępna na stronie:
Ostrzeżenie czeskiego prezydenta jest istotne z kilku powodów. Po pierwsze, pokazuje, że Rosja nadal stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy. Po drugie, sugeruje, że Zachód musi podjąć działania, aby zapobiec odbudowie potencjału Rosji.
"Zdrajcy mają nadzieję doprowadzić sytuację do najbardziej haniebnego i upokarzającego pokoju, któremu towarzyszy zdrada rosyjskiej ludności Ukrainy, aby wywołać dodatkową falę oburzenia w samej Rosji" - uważa Rosjanin Igor Girkin, były dowódca donieckich separatystów i pułkownik rezerwy Specnazu obszernym wpisie zamieszczonym na platformie Telegram Igor Girkin podsumowuje trzy miesiące wojny na Ukrainie i po raz kolejny domaga się usunięcia z otoczenia rosyjskiego prezydenta osób odpowiedzialnych za niepowodzenia rosyjskich sił w tej "Majdan""Zdrajcy mają nadzieję doprowadzić sytuację do najbardziej haniebnego i upokarzającego pokoju, któremu towarzyszy zdrada rosyjskiej ludności Ukrainy, aby wywołać dodatkową falę oburzenia w samej Rosji" – napisał. Girkin przewiduje, że kolejnym krokiem ma być moskiewski "Majdan", "na którym prawica i lewica, patrioci i liberałowie połączą się w rzekomo uzasadnionym oburzeniu"."To sprawdzony scenariusz z 1905 i 1917 roku według schematu: haniebna porażka – kryzys gospodarczy – dyskredytacja władzy – niepokoje ludowe – pałacowy zamach stanu" – i usunąć zdrajców"W związku z tym ochrona Noworosji i wsparcie jej ludności mają kluczowe znaczenie dla zachowania Wielkiej Rosji, zakłócenia planów '5. kolumny'. Jeśli uda nam się tam wygrać, uratujemy Rosję. Jeśli przegramy, stracimy resztki Ojczyzny. W tej walce nie może być już kompromisów, a ktokolwiek przekonuje o czymś przeciwnym, świadomie lub nie, wylewa wodę na młyn wroga. Albo Rosja odzyska pełną realną suwerenność, albo zostanie zniszczona przez koalicję zewnętrznych i wewnętrznych klanów oligarchicznych" – ostrzegł rosyjski podkreślił, że bez względu na to, jak bardzo krytycznie ocenia polityczne decyzje rosyjskiego prezydenta, za rzecz konieczną uważa bezwarunkowe poparcie dla niego jako "jedynego prawowitego Naczelnego Wodza, głównego gwaranta wolności i niepodległości kraju". Za równie konieczną uznaje, "prawdziwą ochronę Noworosji, która jest poddawana nazistowskiemu ludobójstwu", która miałaby nastąpić przede wszystkim poprzez ujawnienie i odsunięcie osób, które doprowadziły Rosję "na skraj militarnej klęski".Kim jest Igor Girkin?Igor Girkin ps. Igor Striełkow to oficer rosyjski, pułkownik rezerwy Specnazu GRU, uczestnik wojny w Bośni i Hercegowinie po stronie Serbów jako ochotnik. W 2014 r. był głównodowodzącym bojówek prorosyjskich separatystów w Doniecku, a także tzw. Ministrem Obrony Donieckiej Republiki Ludowej. Następnie pełnił funkcję szefa sztabu prorosyjskich separatystów. W czerwcu 2019 holenderska prokuratura zarzuciła mu sprawstwo zestrzelenia samolotu Malaysia Airlines i w związku z tym oskarżyła o zabójstwo. Wydano za nim międzynarodowy nakaz aresztowania. TelegramPolecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Wojna handlowa z USA nie powinna zaburzyć eksportu z ChRL do Polski, gdyż w interesie Pekinu leży pozyskiwanie nowych rynków zbytu. Znacznie poważniejsze konsekwencje dla przepływów może mieć epidemia koronawirusa (COVID-19) i związane z nią zakłócenia w międzynarodowych łańcuchach produkcji. Od października 2018 r.

Opublikowano: 2022-07-25 17:46: Dział: Polityka Odzyskanie suwerenności. Czeka nas albo utrata niepodległości ze wszystkimi tego konsekwencjami, albo też konieczność wyjścia z UE Polityka opublikowano: 2022-07-25 17:46: autor: Fratria Przystępując do Unii Europejskiej mieliśmy nadzieje na ostateczne przezwyciężenie podziału Europy, rozwój gospodarczy, zakorzenienie Polski w świecie tradycyjnych europejskich wartości, a przede wszystkim nadzieje na gwarancje naszego bezpieczeństwa. Unia obok NATO jawiła się jako strefa bezpieczeństwa i pokoju, wyzwalająca nas od zagrożeń wynikających z położenia pomiędzy Niemcami a Rosja. Patrzyliśmy na Unię idealistycznie jako spełnienie naszych marzeń, a w pewnym wymiarze jako dopełnienie odzyskania niepodległości z 1918 roku. Tym razem w zakresie bezpieczeństwa narodowego, Unia jawiła się jako ostateczne rozwiązanie historycznych dylematów naszego bezpieczeństwa. I choć pojawiały się glosy ostrzegające przed ta naiwną wizją, to jednak aspiracje związane z członkostwem były przytłaczające. Nie widzieliśmy, czy nie chcieliśmy widzieć narastających zagrożeń wynikających z realistycznego postrzegania interesów narodowych poszczególnych państw, ani też nie dostrzegaliśmy zagrożeń wynikających z odradzania się niemieckich i francuskich aspiracji zdominowania naszego kontynentu. A przecież już negocjacje akcesyjne, w których Unia domagała się redukcji naszego potencjału wytwórczego w przemysłach zwłaszcza konkurencyjnych, powinno być dzwonkiem alarmowym przestrzegającym nas przed naiwnie idealistycznym postrzeganiem interesów dominujących państw w Unii. Kompleks zapóźnienia przesłaniał obronę naszego interesu narodowego. Godziliśmy się na destrukcje części naszego potencjału gospodarczego, czy jego wyprzedaż zachodnim inwestorom. Otworzyliśmy nasz rynek bez żadnych zabezpieczeń przed ekspansją zachodniej konkurencji, wszystko w nadziei że zostaniemy przyjęci do klubu bogatych i rozwiniętych, choć nam szykowano miejsce podrzędne jako podwykonawcy dla zachodniego korporacji i miejsce niskomarżowej produkcji. Wiara w Unię będącej w istocie kompleksem niższości i niedojrzałości utrudniającej samodzielne decydowanie o własnym losie, przesłaniała realne interesy narodowe. Godziliśmy się na redukcję naszego głosu w traktacie lizbońskim i narzucanie nam coraz bardziej restrykcyjnych ograniczeń gospodarczych i politycznych. Dopiero zagrożenie wynikające z muzułmańskiej migracji obudziło sprzeciw przeciwko narzucaniu nam polityki jawnie uderzającej w nasze bezpieczeństwo wewnętrzne. To właśnie społeczny opór, który wsparł ówczesny rząd, choć w pierwszej chwili gotowy był do zaakceptowania narzuconych kontyngentów migrantów zainicjował bardziej brutalną strategię Niemiec, za pośrednictwem Komisji Europejskiej, destrukcji naszej suwerenności, pod pretekstem naruszenia praworządności. Berlin rękoma Komisji postanowił całkowicie podporządkować sobie Polskę, grożąc wstrzymaniem finansowania i wykorzystując TSUE, które przyznało sobie kompetencje władcze daleko wykraczające poza przyznane traktatowo prerogatywy. Mamy tu do czynienia z agresją przeciwko suwerenności naszego państwa i wolności obywatelskich naszego narodu. Jest bowiem dążeniem do narzucania, każdej wygodnej i korzystnej dla Berlina polityki nawet kosztem fundamentalnych interesów naszego kraju. Ta polityka ma ubezwłasnowolnić nasze państwo i nasz naród w Unii Europejskiej. Niestety polityka rządu Mateusza Morawieckiego, mającego nadzieję na otrzymanie funduszy z KPO, prowadziła do stopniowej zgody na coraz dalej idące żądania Brukseli. PiS zapatrzony w ogromne fundusze, których aplikacja mogłaby walnie przyczynić się do kolejnego zwycięstwa wyborczego, nie zważając na prawo traktatowe, wyprzedawał kolejne atrybuty suwerenności. Dziś gdy Komisja Europejska zażądała odwołania konstytucyjnych przepisów o suwerenności doszliśmy do wyczerpania możliwości działania w ramach Unii bez utraty suwerenności. Dziś bowiem toczy się wojna o zachowanie suwerenności państwa polskiego, zagrożonego przez Niemcy, posługujące się instytucjami Unii. Niemcy wracają do polityki dominacji, polityki Wilhelma II i Adolfa Hitlera. Na razie ten powrót odbywa się drogami politycznymi. W tej wojnie czeka nas albo utrata niepodległości ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu, albo też konieczność wyjścia z Unii Europejskiej. Nie ma trzeciego wyjścia. Doszliśmy bowiem do bariery, której przekroczenie oznacza nasze zniewolenie. Otóż niemiecka agresja przeciwko Polsce, za parawanem Unii Europejskiej, ma miejsce w sytuacji wojny na Ukrainie i zagrożenia rosyjska ekspansja. Ta wojna jest także naszym zagrożeniem, bo zmierza do przywrócenia geopolitycznej sytuacji sprzed upadku Związku Sowieckiego, przynajmniej do odtworzenia rosyjskiej dominacji na terenie przynajmniej byłego Związku Sowieckiego. A to uczyniłoby Polskę państwem frontowym ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami tego faktu. Przede wszystkim czyniłoby nas bardziej podatnymi na niemiecki szantaż i ułatwiałoby Berlinowi wymuszanie na Polsce dalszego podporządkowania. Ale plany Moskwy są szersze bo zmierzają także do podporządkowania sobie Europu Środkowej. To jest wielkie zagrożenie dla naszej suwerenności i naszego bezpieczeństwa. Dlatego wsparcie dla Ukrainy ma fundamentalne znaczenie dla naszego bezpieczeństwa. Od sukcesu Ukrainy zależy nie tylko wolność od bezpośredniego zagrożenia rosyjskiego, ale także w znacznej mierze zależy nasze przyszłe miejsce w systemie europejskim. Stwarza bowiem szansę zbudowania, nie zdominowanego przez Niemcy, nowego porządku europejskiego. Aktywne wejście Ukrainy w europejski system oznacza bowiem przesunięcie na Wschód centrum polityki europejskiej. Oznacza to utratę dominacji przez Niemcy w dotychczasowym porządku ukształtowanym w formie Unii Europejskiej i wytworzenie się w naszej części Europy sojuszu zdolnego do przeciwstawienia się rosyjskiej ekspansji. Oznacza to także koniec niemieckiej hegemonii, bo ten sojusz ma wystarczający potencjał do przeciwstawienia się przedmiotowego traktowania przez Niemcy naszej części kontynentu. W praktyce oznacza bowiem upadek tej koncepcji Unii Europejskiej, która ukształtowała się po zjednoczeniu Niemiec w wyniku ekonomicznego i politycznego zdominowania Unii przez Berlin. Wojna na Ukrainie zapoczątkowuje bowiem długi proces rywalizacji mocarstw, chaosu, niepewności i przewartościowania dotychczasowych dominacji. To proces, który doprowadzi do ukształtowania nowego systemu międzynarodowego i nowego podsystemu europejskiego. Jego kształt nie jest przesądzony. Ale będzie zależał przede wszystkim od wyniku wojny na Ukrainie i możliwości Niemiec pozbawienia suwerenności państw środkowo-europejskich. Jego rezultatem może być bardziej sprawiedliwy porządek oparty o poszanowanie suwerenności i interesów państw narodowych, albo zdominowany przez rosyjski i niemiecki nacjonalizm niszczący europejskie narody. Stawką tej wojny jest nie tylko suwerenności bezpieczeństwo Ukrainy, ale także podmiotowość pozostałych państw środkowo-europejskich. To dlatego Niemcy z takim trudem ukrywają swoje prorosyjskie stanowisko, nawet wbrew części własnej opinii publicznej. W interesie Niemiec jest bowiem klęska Ukrainy i powrót do układów z Moskwą. Mamy tu do czynienia z fundamentalna sprzecznością pomiędzy interesem Polski i Niemiec. I nie jest to sprzeczność drugorzędnych interesów, ale sprzeczność dotycząca samej istoty państwa i jego bezpieczeństwa. Zdominowanie Unii przez Niemcy oznacza bowiem zwiększenie szans na politykę zmuszenia Ukrainy do ustępstw i tym samym umożliwienie rosyjskiemu imperializmu odbudowę, w perspektywie kilku lat, możliwości ekspansji, nie tylko celem całkowitego podporządkowania sobie Ukrainy, ale także stwarza realne zagrożenie dla Polski. Polityka Niemiec jest więc zagrożeniem naszej wolności nie tylko w płaszczyźnie unijnej, ale także sprzyja odbudowie rosyjskiego zagrożenia dla Polski. Dlatego nie mają racji ci, którzy twierdzą, że w sytuacji wojny na Ukrainie i rosyjskiego zagrożenia nie możemy podważać pozycji Unii Europejskiej. Wprost przeciwnie osłabienie Unii zdominowanej przez mocarstwa prorosyjskie jest ważnym czynnikiem sprzyjającym ukraińskiemu zwycięstwu. Po prostu ta wojna negatywnie zweryfikowała tezę, że Unia jest gwarancją naszego bezpieczeństwa. Nie jest, a nawet, poprzez osłabianie sankcji wzmacnia to zagrożenie. Dlatego zasadniczym celem polskiej polityki, oprócz maksymalnego wsparcia Ukrainy jest pozbawienie, jest osłabienie możliwości działania Niemiec. Oznacza to przede wszystkim konieczność polityki sparaliżowania działalności Unii Europejskiej poprzez stosowanie polityki weta do wszelkich działań, które wymagają jednomyślności. Blokowanie niemieckich postulatów, ale oznacza to także rozpoczęcie przygotowań Polski do opuszczenia Unii Europejskiej. Wyjście Polski z UNII byłoby wielka klęską nie tylko Unii ale także i Niemiec. Co więcej przygotowania do opuszczenia Unii, które z różnych powodów muszą potrwać co najmniej kilka lat zmieniłoby sytuację w Unii spychając Niemcy do politycznej defensywy. W tym także utrudniając im politykę „ratowania twarzy Putina”. Alternatywą dla Unii powinno być powołanie ścisłego sojuszu państw środowo-europejskich, którego osią powinien być sojusz polsko-ukraiński i stworzenie ram gospodarczej, militarnej i politycznej współpracy państw zagrożonych rosyjska ekspansją. Strefa wolnego handlu poszerzona o inne wymiary współpracy gospodarczej oprócz państw środkowo-europejskich powinna obejmować także państwa skandynawskie, ale przede wszystkim WLK. Brytanię i Turcję. Także powinien być on otwarty na państwa na południe od łuku Karpat. Stworzenie tej alternatywy doprowadziłoby do ukształtowania korzystnego dla tych państw systemu europejskiego, bardziej sprawiedliwego, niż Unia Europejska. Dziś Unia Europejska jest instrumentem służącym pozbawieniu nas wolności i kształtowania takiego systemu europejskiego, w którym istotną rolę będzie pełniła Rosja. To zagrożenie dla nas. Naszym celem jest usunięcie Rosji z systemu europejskiego, zepchnięcie jej na margines europejskiej polityki i dlatego także musimy wystąpić z Unii Europejskiej, która dąży do naszego upodlenia i zniewolenia. Opuszczenie Unii, choć proces ten potrwa kilka lat jest koniecznym aktem odzyskania zagrożonej suwerenności przez Niemcy i warunkiem polityki ukształtowania takiego systemu europejskiego, który zagwarantuje nasze bezpieczeństwa o rozwój wraz z innymi narodami naszego obszaru. Opuszczenie Unii nie tworzy pustki bezpieczeństwa. Wprost przeciwnie, wojna na Ukrainie kształtuje rzeczywistą, a nie papierową konstrukcję sojuszu i europejskiego bezpieczeństwa przez państwa zagrożone rosyjską ekspansją i wspomagane przez USA i Wlk. Brytanię. Natomiast wystąpienie z Unii, radykalnie zmniejsza możliwości jej wykorzystania dla polityki ratowania Rosji i utrzymania jej pozycji w europejskim systemie. Co więcej, przywraca nam wolność w kształtowaniu swojego rozwoju. Unia wyczerpała już lub w najbliższych latach wyczerpie te elementy w swojej naturze, które były korzystne dla naszego kraju. Natomiast nasz rozwój wymaga pozbycia się tego coraz ciaśniejszego gorsetu, który nie tylko będzie blokował nasz rozwój, ale który zmierza do całkowitego pozbawienia nas niepodległości. Publikacja dostępna na stronie:

„Zagrożenie wojną nuklearną jest w tej chwili ogromne ze względu na patową sytuację na linii frontu w Ukrainie i dlatego też wszyscy zwracamy się w tych dniach majowych do Matki Przenajświętszej, do Maryi, naszej Królowej, ażeby wyprosiła łaskę pojednania swoich dzieci, bo wszyscy jesteśmy dziećmi Maryi, żebyśmy mogli dożyć czasów pokoju i żeby ten miesiąc nie okazał Zdaniem dziennikarza Ukraina wygrywa wojnę informacyjną z Rosją dzięki intensywnej współpracy wywiadowczej ze Stanami ZjednoczonymiPodejrzewa również, że rozwinęła się współpraca USA z Polską. – Polacy zyskali szczególne zaufanie Amerykanów swoimi spektakularnymi akcjami wywiadowczymi na początku lat 90. – słyszymyPomfret uważa, że duży wpływ na wprowadzenie ruchów wyprzedzających przez USA, mają szef CIA i dyrektor wywiadu narodowego USA. – Jako policjant USA chcą być tym razem nie dwa kroki za, a dwa kroki przed złodziejemPisarz podkreśla, że gdyby prezydentem USA pozostał Donald Trump "zjednoczenie Europy [przeciwko Rosji] wokół Stanów Zjednoczonych byłoby dużo trudniejsze"Przyznaje jednak, że to Trump "obudził USA i pokazał zagrożenie ze strony Chin". – Teraz kontynuuje to także administracja Bidena– Mam nadzieję, że trwający konflikt sprawił, że Niemcy w końcu zdali sobie sprawę, że nie można ufać Rosji, a zachodnim sojuszom, na których czele stoją USA – podsumowujeInformacje na temat obrony Ukrainy możesz śledzić całą dobę w naszej RELACJI NA ŻYWOWięcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu. Jeśli nie chcesz przegapić żadnych istotnych wiadomości — zapisz się na nasz newsletterWojna informacyjnaJohn Pomfret uważa, że Ukraina zdecydowanie wygrywa wojnę informacyjną z Rosją. Według niego Waszyngton dzieli się z Kijowem wiedzą wywiadowczą i robi to w czasie rzeczywistym. – Mam na myśli rozpoznanie satelitarne, radioelektroniczne czy wywiad obliczu rosyjskiej wojny w Ukrainie, zdaniem dziennikarza, wzmożona jest również amerykańska współpraca z polskim wywiadem, który ma odpowiednie rozpoznanie w Ukrainie, Białorusi czy Amerykański dziennikarz: Antoni Macierewicz w 1992 r. wznowił inwigilację dyplomatów z USA– Polacy zyskali szczególne zaufanie Amerykanów swoimi spektakularnymi akcjami wywiadowczymi na początku lat 90. Wtedy USA uzmysłowiły sobie, że Polska bardzo dobrze rozumie, o co chodzi w rozgrywce z Rosją, dlatego ta współpraca jest bardzo wartościowa. W trakcie rosyjskiej wojny w Ukrainie wywiady wzajemnie się uzupełniają i wymieniają wiedzą. Amerykanie pełnią jednak rolę liderów ze względu na możliwości, których inne kraje nie mają. Nikt jednak, oczywiście, nie zdradza swoich źródeł – Pomfret jako korespondent "Washington Post" w 1994 r. na spotkaniu z prezydentem Lechem Wałęsą - Maciej Belina Brzozowski / PAPDwa kroki przed złodziejemJuż kilka miesięcy przed rosyjską wojną w Ukrainie na pełną skalę, rozpoczętą 24 lutego br., Waszyngton wykonał kilka ruchów wyprzedzających, spychając Moskwę do defensywy. Dzięki szeroko zakrojonej wiedzy amerykańskiego wywiadu Biały Dom wielokrotnie ostrzegał społeczność międzynarodową o krwawych planach Rosji w Ukrainie, zmuszając Kreml do dyplomatycznego lawirowania i zaprzeczania. To wywoływało w Moskwie furię i niedowierzanie.– Dzięki temu Amerykanie zmusili kraje Europy do skonfrontowania się z nową rzeczywistością, by wzięły również sprawy w swoje ręce. Mimo ryzyka ujawnienia źródeł, władze USA zdecydowały się zmienić naturę tego polityczno-dyplomatycznego tańca, by jako policjant być tym razem nie dwa kroki za, a dwa kroki przed złodziejem – tłumaczy tajna akcja, "kontrakt stulecia" i Atlantic Resolve. Historia współpracy wojskowej Polski z USAZdaniem naszego rozmówcy duży wpływ na zmianę podejścia mieli William Burns, nowy szef CIA, pełniący swoje obowiązki niemal od początku prezydentury Joego Bidena, oraz Avril Haines, mianowana przez prezydenta dyrektor wywiadu narodowego USA.– Oboje są profesjonalistami, którzy realnie patrzą na zagrożenie. Oczywiście, że są bliscy Partii Demokratycznej, ale są świetnymi specjalistami, ale także, szczególnie w przypadku Burnsa – doskonałymi dyplomatami. Przede wszystkim jednak rozumieją charakter zmian wojny informacyjnej. To ma wpływ na ich bieżące decyzje – przekonuje rozmówca "Pozdrowienia z Warszawy" Johna Pomfreta ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Znak - Materiały prasoweNowa zimna wojna. Biden chce uniknąć powtórki sprzed latWedług Pomfreta, gdyby prezydentem USA pozostał Donald Trump, amerykańska polityka byłaby chaotyczna. - Wojna sama w sobie jest z natury chaotyczna, ale problem poprzedniego prezydenta polegał na tym, że budował swoją siłę na wywoływaniu chaosu wszędzie wokół. Uważał, że siła USA nie jest wypadkową również jej sojuszy, a wręcz przeciwnie – to sojusze doprowadzają do osłabiania kraju. W związku z tym zjednoczenie Europy wokół Stanów Zjednoczonych z Trumpem jako prezydentem byłoby dużo z tyłu głowy Bidena pojawia się pułapka, w którą wpadł i on, jako wiceprezydent i główny doradca w zakresie spraw zagranicznych w administracji Baracka Obamy, jak i sam ówczesny prezydent, który sukcesem początku swojej administracji ogłosił w 2009 r. reset stosunków z Joe Biden w Polsce. Polskie władze liczą na reset i nowe otwarcie [ANALIZA]Obecnie prezydentowi Bidenowi w dużej mierze doradza grupa, która wcześniej stanowiła grono doradców Obamy. Nauczona doświadczeniem i popełnianymi w przeszłości politycznymi gafami grupa najbliższych współpracowników obecnego gospodarza Białego Domu, ku zaskoczeniu szczególnie Rosji, przeszła do dyplomatycznej ofensywy.– Możemy zauważyć odejście od romantycznego podejścia do polityki, która zakładała normalizację stosunków z Rosją, ale także strategiczne partnerstwo z Chinami. Obama musiał przełknąć gorzką pigułkę prawdy o tych krajach, gdy zorientował się, że tak Moskwa, jak i Pekin kłamały, patrząc ówczesnemu prezydentowi w oczy. Chiny odcinały się bowiem od militaryzacji Morza Południowochińskiego, a Rosja zaatakowała Gruzję oraz sześć lat później zajęła Krym. To Trump obudził USA i pokazał zagrożenie ze strony Państwa Środka. Teraz kontynuuje to także administracja Bidena – podkreśla zdaniem "wchodzimy w nową zimną wojnę, która obecnie jest praktycznie gorąca, a tuż za plecami Rosji stoją Chiny". – Dziś znajdujemy się w przełomowym momencie na świecie, który jest wyzwaniem nie tylko dla Stanów Zjednoczonych, ale także Polski, państw bałtyckich czy zauważa, że szczególnie istotne są właśnie Niemcy z uwagi na historyczne skłonności Berlina do prowadzenia z Moskwą polityki na zasadzie "business as usual" (takiej jak zwykle). – Mam nadzieję, że trwający konflikt sprawił, że Niemcy w końcu zdali sobie sprawę, że nie można ufać Rosji, a zachodnim sojuszom, na czele których stoją Stany Zjednoczone – podsumowuje.(KT)Data utworzenia: 26 marca 2022, 07:38Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj.
Polska i Węgry: różny stosunek do Rosji, Ukrainy i USA. 02.10.2023. Rosja to zagrożenie dla większości Polaków, ale nie dla Węgrów. Polacy są też bardziej niż Węgrzy przychylni
To konsekwentna polityka Putina zmierzająca do odtworzenia imperium sowieckiego. Jako Polska czujemy się zagrożeni - mówi Radiu Szczecin poseł Michał Jach, przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Zdaniem posła Jacha tylko zdecydowana reakcja Zachodu może powstrzymać imperialne zapędy Putina. - To jest kontynuacja jego zapowiedzi jeszcze z czasów, kiedy został prezydentem po raz pierwszy. Mówił o największej katastrofie geopolitycznej po II wojnie światowej jaką był upadek Związku Sowieckiego. Zapowiadał, ze będzie robił wszystko, żeby odbudować imperium sowieckie. Jak widać, w tym jest konsekwentny - ocenił poseł Jach. Atak na Ukrainę to uderzenie w państwo, które jest kluczowym elementem bezpieczeństwa i stabilizacji geopolitycznej w naszym regionie - dodaje szef sejmowej komisji Obrony Narodowej. - Wojna dzieje się kilkadziesiąt kilometrów od naszej wschodniej granicy. To jest sytuacja niezwykle niepokojąca. Nie sądzę, by Putin skierował swoje wojska przeciwko Polsce w tej chwili, ale jest to niewątpliwie wielkie zagrożenie. To po prostu spowoduje obniżenie poziomu bezpieczeństwa - dodał Michał Jach. Ukraińska straż graniczna informuje również o atakach ze strony Białorusi. Szereg ukraińskich miast w czwartek rano znalazło się pod ostrzałem rosyjskich rakiet, które trafiły w ukraińskie cele wojskowe. Ludność ewakuuje się z miast. Karol IX był najmłodszym synem Gustawa Wazy, przyrodnim bratem Eryka XIV i Jana III, ojcem Gustawa II Adolfa, dziadkiem ze strony matki Karola X Gustawa oraz stryjem Zygmunta III Wazy. W 1579 ożenił się z Marią Anną Wittelsbach (1562–1589). W 1592 ożenił się z Krystyną von Holstein-Gottorp (1573–1625). Przed Karolem IX znanych
Zarząd PO zebrał się w piątek w nadzwyczajnym trybie w związku z agresją rosyjską na Ukrainę. Biorą w nim udział także liderzy Koalicji Obywatelskiej - Adam Szłapka (Nowoczesna), Urszula Zielińska (Zieloni) i Dariusz Joński (Inicjatywa Polska). 5 zagrożeń dla Polski Podczas otwartej dla mediów części obrad Donald Tusk zdefiniował pięć największych jego zdaniem zagrożeń dla Polski w związku z wojną na Ukrainie. Jak ocenił, pierwsze zagrożenie to osamotnienie Polski. - Polska jest i będzie częścią wspólnoty zachodu - podkreślił szef PO. Zwrócił uwagę, że jako tło wystąpień rządzących znów widać flagi UE, co dowodzi, że "doszło do ich świadomości, że Polska w Unii Europejskiej to Polska bezpieczniejsza". Zdaniem Tuska drugie zagrożenie to zagrożenie sporami wewnętrznymi. Dlatego, jak podkreślał, "dziś jest bezwzględnie czas, aby zawiesić spory". - Dziś nie ma przeciwników w Polsce jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa naszej ojczyzny - powtarzał. Dziękował liderom KO, że podczas ostatniego posiedzenia Sejmu nie dali się sprowokować. Zaapelował o współpracę przy uchwalaniu ustawy o obronie ojczyzny, choć jak na razie eksperci mocno skrytykowali ten projekt. - Nieważny jest autor. Ważne, abyśmy tę ustawę wspólnie przygotowali i abyśmy mogli to przyjąć. Bardzo was proszę, abyśmy wykonali maksimum dobrej pracy dla poprawy tego projektu. Aby to był sygnał dla świata, że w sprawach bezpieczeństwa jesteśmy zjednoczeni - podkreślił Tusk. Według lidera PO trzecim zagrożeniem jest dezinformacja. Tusk apelował, by nie dawać się prowokować fałszywym informacjom i obnażać prowokacje, nie tylko te w internecie. Czwartym problemem, dodał Tusk, jest potencjalny chaos. Jak mówił, może on się pojawić w związku z napływem do Polski uchodźców z Ukrainy. - Musimy przeciwdziałać chaosowi, ale cały świat musi zobaczyć, że Polska to prawdziwy dom - powiedział. - Zróbmy wszystko, żeby nie było obrazów z polskich dworców, które by pokazywały, że nie potrafimy pomóc ludziom, którzy uciekają przed wojną - podkreślił polityk. Jego zdaniem piąty problem to potencjalna bezczynność. Zdaniem Tuska dotyczy on, zwłaszcza niektórych polityków europejskich, którzy nie doceniają zagrożenia ze strony Rosji. Zapowiedział, że będzie mobilizował wszystkich polityków, którzy "rozumieją, albo jeszcze nie rozumieją, że twarda postawa wobec Rosji i pełna pomoc dla Ukrainy to jest kwestia bezpieczeństwa nie tylko w Ukrainie, ale także bezpieczeństwa Polski, całego zachodu i całej Unii Europejskiej". ŚLEDŹ RELACJĘ NA ŻYWO>>> Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencję
Marsz poprzedził w tym roku różaniec. W tym roku kroczy pod hasłem „Jeszcze Polska nie zginęła”. Zgromadzonych zabezpiecza policja, także z powietrza. Uczestnicy odśpiewali hymn i tradycyjnie odpalili race, centrum Warszawy spowił dym. Na ulicach widać poszarpane flagi tęczowe i unijne. – Widzimy zagrożenie z Zachodu.
Słowa kluczowe: hybrid war, unconventional war, threat to Poland, terrorism, cyberterrorism Abstrakt The world is developing at a very high rate, in fact all areas of life such as science, technology, medicine and cyberspace. At the same time, proportionally to this progress and in relation to the development of technology, security-related concepts have evolved and are becoming a priority for many countries. The new face has come also for military activities. Developed countries have dealt with problems such as providing food and water to citizens, controlling the epidemic, and guaranteeing education, however, regardless of the level of urbanization, they face a new threat – a hybrid war. What are its features? What is its nature and direction? How to recognize its beginning and end? What measures are used to carry it out? Are international organizations able to counteract it effectively? This article attempts to answer the above questions and diagnoses the current level of threat of a hybrid war for Poland, mainly in the context of a specific geopolitical situation.
Siedem przyczyn, dla których Polsce nie grozi wojna ani "zdrada Zachodu". Witold Jurasz. 1 lutego 2022, 16:19. FACEBOOK. KOPIUJ LINK. Zgromadzenie przez Rosję ok. 100-tysięcznej armii na
Prawie trzy czwarte badanych (73 proc.) czuje zagrożenie związane z wojną. Odsetek stopniowo się zmniejsza. Sondaż przeprowadziła pracownia CBOS i udostępniła w środę wyniki za pośrednictwem swojej strony internetowej. Pytanie postawione przez ankieterów firmy brzmiało: "Czy Pana(i) zdaniem wojna na Ukrainie zagraża bezpieczeństwu Polski?". Wyniki sondażu Wśród osób "zdecydowanie" przekonanych o zagrożeniu nastąpił spadek w ciągu miesiąca o 13 pkt proc. – z 42 proc. na 29 proc. "Zmiany można dostrzec także na ogólniejszym poziomie. Jeszcze na przełomie lutego i marca – a zatem tuż po wybuchu wojny – przekonanie, że sytuacja zagraża bezpieczeństwu Polski wyrażało aż 85 proc. ankietowanych. Miesiąc później było to już 79 proc., a obecnie mamy do czynienia z kolejnym spadkiem, o 6 pkt proc." – czytamy w komunikacie CBOS. Badanie w ramach projektu "Aktualne problemy i wydarzenia" zostało przeprowadzone na reprezentatywnej, imiennej próbie pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru numerów PESEL. Każdy respondent wybierał samodzielnie jedną z metod: wywiad bezpośredni z udziałem ankietera (CAPI), wywiad telefoniczny po skontaktowaniu się z ankieterem (CATI), samodzielne wypełnienie ankiety internetowej. Sondaż został zrealizowany w dniach 2-12 maja 2022 roku na próbie liczącej 1 087 osób. Obawy Polaków Z innego badania CBOS z maja tego roku wynikało, że ponad połowa Polaków (57 proc.) uważa, iż sytuacja w kraju zmierza w złym kierunku. Odmiennego zdania było nieco więcej niż co czwarty badany (27 proc.). W ciągu ostatniego roku w naszym kraju przybyło osób obawiających się biedy (30 proc.). Ubyło natomiast osób całkowicie spokojnych o swoją przyszłość w kwestii finansów (24 proc.). Czytaj też:Stan zagrożenia w Polsce? Wicerzecznik PiS komentujeCzytaj też:Atak Rosji na Finlandię i Szwecję? Polacy chcieliby pomóc
Zagrożenie wojną pojawiło się jeszcze pod koniec dekady. W czerwcu 1967 roku napięcie wzbudziło izraelskie uderzenie na państwa arabskie i kompletna klęska Egiptu w tzw. wojnie sześciodniowej. Znowu wywołało to strach przed wojną i połączone z nim masowe wykupywanie mąki czy cukru.
Byliśmy we wschodniej Ukrainie. Czy ludzie czują tu wsparcie Polski? Padły jasne deklaracje Data utworzenia: 1 lutego 2022, 19:20. Ukraińcy szykują się na nową wojnę, chociaż stara jeszcze się nie skończyła. Konflikt w ich kraju trwa już od ośmiu lat. Teraz starają się nie panikować tak jak w 2014 r., bo strach oznaczałby zwycięstwo Putina. Większość z nich nie zamierza uciekać i jest gotowa walczyć za ojczyznę, chociaż niektórzy myślą o czasowej emigracji, chociażby do sąsiedniej Polski. Ukraińcy podkreślają, że są nam wdzięczni za pomoc. Teraz gromadzą zapasy i z niepokojem śledzą ruchy rosyjskich wojsk przy własnej granicy. "Fakt" rozmawiał o napiętej sytuacji z mieszkańcami Łozowej w obwodzie charkowskim. Mieszkańcy wschodnich regionów Ukrainy z niepokojem śledzą ruchy wojsk Foto: Oleksa Suray, Wolfgang Schwan/Anadolu Agency / ABACAPRESS – Oczywiście czujemy się zagrożeni. Śledzimy wiadomości, komunikujemy się z chłopakami, którzy służą na Donbasie w ramach sił zbrojnych Ukrainy. Z drugiej strony wojna trwa już osiem lat. Kiedy Rosja najechała Ukrainę w 2014 r., razem z mężem zaopatrzyliśmy się w wodę i przygotowaliśmy łóżko w piwnicy. Teraz zrobimy to samo – mówi z rozmowie "Faktem" Ałła Rudnikiewicz (71 l.), babcia pięciorga wnucząt i wolontariuszka z Łozowa w obwodzie charkowskim. – Nie mamy dokąd uciec, jesteśmy na własnej ziemi. Nie złożymy rąk. Pomagam swoim. Na przykład od dwóch miesięcy tkam siatki maskujące dla żołnierzy. Wiem, że Polska jest gotowa na przyjęcie miliona Ukraińców w przypadku wielkiej wojny. Za to wielki ukłon w stronę Polaków – dziękuje seniorka. Kryzys Rosja–Ukraina. Mieszkańcy mówią wprost: nie będziemy uciekać Wiaczesław Trusz (43 l.), kapłan Ukraińskiego Kościoła Grekokatolickiego z Łozowa, ma mieszane przeczucia. – Prawdopodobieństwo nowej inwazji Rosji na Ukrainę oceniam na 50 proc. Czy to przerażające? Są pewne obawy, ale w tej sytuacji robię wszystko, co w mojej mocy. Reszta zależy od Woli Bożej – mówi. – Jestem księdzem, nie wolno mi brać broni, ale w razie wojny pomogę potrzebującym finansowo, lekami, zmotywuję do obrony państwa. Nie zamierzam się ewakuować – podkreśla. Dodaje, że Ukraińcy są bardzo wdzięczni za pomoc, która płynie ze strony Polski. – Wiem, że Polska pomaga nam zarówno dyplomatycznie, jak i militarnie. Jesteśmy wdzięczni za to wsparcie. Ale widzę, że nie wszyscy Polacy realistycznie oceniają zagrożenia ze strony Rosji – zauważa. Zobacz także Polska przekaże Ukrainie broń. Czy polscy żołnierze przystąpią do wojny? Szef BBN wyjaśnia Iosif Rudnikiewicz (75 l.), emeryt z Łozowa, z racji wieku nie chwyci za broń, ale chce pomagać jako wolontariusz. – Od ośmiu lat jesteśmy w stanie wojny z Rosją. Nasze miasto nie jest tak daleko od linii frontu, znamy ludzi, którzy tam walczą. Dlatego martwi koncentracja wojsk rosyjskich na granicy. Ale wydaje mi się, że Rosja ograniczy się do podstępnego płatania nam brudnych figli – przewiduje. – W przypadku wojny prawdopodobnie będziemy musieli ewakuować się do najbliższej wioski, w której mamy dom. 30 lat temu poszedłbym na linię frontu. Teraz pomogę frontowi, jak tylko będę mógł jako wolontariusz. Nie mogę się schować w krzakach. Dodaje, że Ukraińcy liczą na pomoc z Europy. – Teraz Zachód podjął się aktywnej pomocy Ukrainie. Gdyby tylko był tak pomocny w 2014 r. I mamy szczęście do Polski. Wspaniali bracia – zachwala Polaków. Walentina Szulga (73 l.), także jest na emeryturze i obawia się agresji ze strony Rosji. – Zdecydowanie istnieje zagrożenie. Naprawdę nie chcę, żeby pokój został zrujnowany. Czy będzie wojna na pełną skalę? Nie sądzę, żeby Putin się na to zgodził. Raczej zaangażuje się w sabotaż – uważa emerytka. – Na wszelki wypadek zaopatrzyłam się w artykuły spożywcze, dokumenty, lekarstwa. Jeśli zacznie się bombardowanie, będziemy musieli się ewakuować. Będę działała zgodnie z sytuacją. Może zrobię jakąś podziemną agitację. Dodaje, że Polacy i Ukraińcy mają wspólnego przeciwnika. – Myślę, że Rosja jest też zagrożeniem dla Polski. Dlatego Polska wspiera nas moralnie i dyplomatycznie. Niewiele wiem o pomocy wojskowej, ale prawdopodobnie też istnieje – twierdzi Walentina Szulga. Rosja ściąga nad polską granicę bardzo groźne rakiety. Możemy mieć problem, by sobie z nimi poradzić Rosja–Ukraina. "To moja ziemia i będę jej bronić" Aleksander Zabuga (46 l.) jest rezerwistą sił zbrojnych Ukrainy. – Groźba inwazji Rosji na pełną skalę istnieje od 2014 r. To budzi pewne obawy. Ale myślę, że Rosja celowo eskaluje sytuację, chce w nas zasiać panikę – tłumaczy. – W każdym razie nie mam gdzie się wycofać. To moja ziemia. Jestem rezerwistą sił zbrojnych Ukrainy i wiem, gdzie znajduje się biuro poboru wojskowego. Będę bronić swojego kraju. Powiedziałem też rodzinie: nigdzie nie będziemy uciekać, będziemy walczyć. On także docenia Polaków. – Niedawno czytałem, że Polska dostarczy nam amunicję i sprzęt. Między naszymi krajami doszło do nieporozumień, ale od 2014 r. Polska wspiera nas w każdy możliwy sposób. Uważam, że jest to wiarygodny partner Ukrainy – mówi Aleksander Zabuga. Olga Perepelica (69 l.) pracownik muzeum z Łozowa ciągle liczy na pokojowe rozwiązanie. – Wierzę w umysł przywódców Ukrainy i Rosji. Wierzę, że wszystko rozwiążą pokojowo. Chociaż toczą się rozmowy, żeby zastraszyć nas, Ukraińców – twierdzi Olga Perepelica. – Jeśli nagle wybuchnie wojna, to nie ucieknę. Zostanę na miejscu. Na wszelki wypadek dowiedziałam się, gdzie jest najbliższy schron przeciwlotniczy w naszym mieście. Nie będę brała udziału w działaniach wojennych. Trzeźwo ocenię sytuację i w razie potrzeby wyrażę swoją opinię. /8 Oleksa Suray / BRAK Ukraińcy szykują się na wojnę, chociaż ta dla nich w zasadzie trwa już od ośmiu lat. /8 Oleksa Suray / BRAK Olga Perepelica /8 Oleksa Suray / BRAK Iosif Rudnikiewicz (75 l.), emeryt z Łozowa, z racji wieku nie chwyci za broń, ale chce pomagać jako wolontariusz. /8 Oleksa Suray / BRAK - Zdecydowanie istnieje zagrożenie. Naprawdę nie chcę, żeby pokój został zrujnowany. Czy będzie wojna na pełną skalę? Nie sądzę, żeby Putin się na to zgodził. Raczej zaangażuje się w sabotaż – podkreśla Walentina Szulga. /8 Oleksa Suray / BRAK – Prawdopodobieństwo nowej inwazji Rosji na Ukrainę oceniam na 50 proc. Czy to przerażające? Są pewne obawy, ale w tej sytuacji robię wszystko, co w mojej mocy. Reszta zależy od Woli Bożej - mówi Wiaczesław Trusz. /8 Oleksa Suray / BRAK – Groźba inwazji Rosji na pełną skalę istnieje od 2014 roku. To budzi pewne obawy. Ale myślę, że Rosja celowo eskaluje sytuację, chce w nas zasiać panikę – twierdzi Aleksander Zabuga. /8 - / BRAK – Kiedy Rosja przyjechała na Ukrainę z wojną w 2014 roku, razem z mężem zaopatrzyliśmy się w wodę i przygotowaliśmy łóżko w piwnicy. Teraz zrobimy to samo – mówi z rozmowie "Faktem" Ałła Rudnikiewicz (71 l.). /8 Wolfgang Schwan / Anadolu Agency / ABACAPRESS Ukraińscy żołnierze przygotowują się do obrony ojczyzny. Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
Warszawa, 17 marca 2022 r. Branżowe komentarze i rekomendacje dotyczące gospodarczych zagrożeń związanych z wojną na Ukrainie . Rosyjska agresja na Ukrainę i jej konsekwencje, mają określone skutki gospodarcze odczuwalne również przez polskie podmioty. Mając na uwadze fakt, że dalszy rozwój sytuacji jest trudny do przewidzenia, a pewne trudności występują już w chwili obecnej
Rosjanie zgromadzili już na granicy bardzo pokaźne siły. Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że Moskwa nie jest gotowa do ataku. Równocześnie jednak fakt, że Rosjanie przerzucili najpierw sprzęt, dał im możliwość szybkiego uzupełnienia jednostek żołnierzami. Zobacz także: Polska szykuje się na przyjęcie "nawet miliona osób" uciekających przed wojną na Ukrainie Na korzyść Rosji działa to, że Ukrainę w znacznym stopniu otoczyła. Rosyjskie siły są dziś obecne na Białorusi, na granicy Zadnieprza, w Donbasie, na Krymie, a przerzut rosyjskiej floty na Morze Czarne powoduje, że Moskwa ma też możliwość desantu z południa. Nie można też zapominać o rosyjskim kontyngencie na południowym zachodzie Ukrainy w Naddniestrzu, co ułatwia znacznie np. atak na Odessę. Rosja, dysponując przewagą liczebną, równocześnie zmusza Ukraińców do rozrzucenia znacznie bardziej skąpych sił na kilka odcinków potencjalnego frontu. Rosjanie, jeśli zamierzają zaatakować, muszą to uczynić przed roztopami, które powoli się zaczynają. Roztopy zasadniczo utrudniają szybkie działania zaczepne, niwelując przewagę w sprzęcie i utrudniając w efekcie prowadzenie działań ofensywnych. Kombinacja pogody i elementów stricte militarnych (gotowości bojowej jednostek, którą Rosja, jak się wydaje, właśnie osiąga) wskazuje na to, że atak może nastąpić w najbliższym czasie. Zobacz także: Nie ma pewności, czy ukraińskie wojsko gotowe jest do skutecznej obrony [ANALIZA] Polityczna klęska Putina Politycznie Moskwa nie zdołała ani zastraszyć Ukrainy, ani — nawet biorąc pod uwagę niejednoznaczną postawę Niemiec — doprowadzić do pęknięcia Zachodu. Można wręcz powiedzieć, że rosyjskie działania przynoszą skutek odwrotny do zamierzonego: prowadzą do zaostrzenia kursu Zachodu wobec Rosji oraz do wzmocnienia wschodniej flanki NATO. Siła Ukrainy i spoistość Zachodu są zbawienne. Moskwa widzi, że wymuszonego groźbami kompromisu, który i tak za kilka lat skończyłby się wojną, nie będzie. Doświadczenie polityki appeasementu dowodzi, że ustępstwa jedynie rozzuchwalają agresora. Tym agresorem była i pozostaje jedynie Rosja. Dalsza część artykułu znajduje się poniżej materiału wideo: Gdy logika przegrywa Racjonalna analiza bilansu sił i interesów Rosji wskazywałaby oczywiście na bezsens wojny. Rzecz w tym, że są różne poziomy racjonalności, a logiki różnych grup społecznych niekoniecznie chodzą tymi samymi ścieżkami. W wypadku Rosji brać należy pod uwagę po pierwsze interesy elit, które bez zewnętrznego wroga nie potrafią funkcjonować. Po drugie, kleptokratyczny charakter rządów, które, by uciszyć pytania o własne złodziejstwo, muszą co jakiś czas dostarczać narodowi nacjonalistycznego narkotyku. I wreszcie po trzecie to, że większość Rosjan jest, chcemy tego czy nie, od owego narkotyku uzależnionych. Zobacz także: A co, jeśli Rosja wyłączy gaz? Pięć problemów, z jakimi będzie się wtedy zmagać Unia Węglowodory i złodziejstwo Być może za przyczynę coraz bardziej prawdopodobnej wojny, historycy wskażą kiedyś rewolucję energetyczną Zachodu i stopniowe odchodzenie od paliw kopalnych. Powyższe powoduje, że Rosja rozumie, że będzie już tylko słabnąć i jeśli chce "odbić" Ukrainę, to tylko teraz. Tak naprawdę jednak przyczyną wojny – jeśli do niej dojdzie – będzie to, że rosyjskie elity wolały przez lata rozkradać wielomiliardowe wpływy ze sprzedaży gazu i ropy, zamiast inwestować w reformy gospodarcze. Koszty wojny Dla Rosji koszty ataku na Ukrainę byłyby ogromne. Wzmocnienie wschodniej flanki NATO, utrwalenie na dziesięciolecia nienawiści Ukraińców do Rosji, zachodnie sankcje i polityczna izolacja. Logicznie patrząc, przewyższają wszelkie korzyści. Problem z tą logiką polega na tym, że nie bierze ona pod uwagę jednego. Tego, że Rosjanie nie nauczyli się szanować innych narodów i co prawda teoretycznie nie chcą wojny, ale – o ile jej koszty nie będą zbyt wysokie – z radością powitają defiladę w Charkowie, Odessie lub nawet Kijowie. Zobacz także: Druga potęga militarna świata - oto sprzęt i pojazdy, którymi dysponuje Rosja Propaganda jako prognostyk Jest jeszcze jeden, rzadko podnoszony, sygnał świadczący o tym, że wojna się zbliża. Otóż jeśli rosyjskie centrum decyzyjne chciałoby jej uniknąć, powinno było zacząć ograniczać propagandową kanonadę wymierzoną w Zachód i w Ukrainę. Nic takiego nie ma tymczasem miejsca. Przeciwnie, Rosjanie obraźliwie traktują już nie tylko Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię czy też Polskę, ale nawet znacznie życzliwszą wobec sobie Francję. Sposób, w który został potraktowany prezydent Francji Emmanuel Macron, któremu rosyjski protokół dyplomatyczny nie podstawił samochodu pod trap samolotu, każąc na piechotę przejść do budynku lotniska, tudzież żądanie, by prezydent Francji poza francuskim przeprowadził też i rosyjski test na koronawirusa wskazują na to, że Moskwa porozumienia nie chce. Także wykorzystywanie ewidentnych bredni polskiego dezertera Emila Czeczki, który z każdą kolejną wypowiedzią podaje coraz wyższą liczbę migrantów rzekomo rozstrzelanych przez polską Straż Graniczną, wpisuje się raczej w chęć przygotowania własnego społeczeństwa na wojnę, a nie na jakikolwiek kompromis z Zachodem. Można oczywiście wyobrazić sobie, że Kreml stracił kontrolę, czy też stał się zakładnikiem własnego aparatu propagandy, jak to ma miejsce w niejednym państwie w Europie, ale przeczy temu wszystko to, co wiemy o rosyjskim systemie władzy. Zobacz także: Porównanie potencjału militarnego Ukrainy i Rosji. Starcie Dawida z Goliatem? Interes Polski Prawdopodobieństwo wojny trzeba uznać za bardzo wysokie. Wojna oznaczać będzie najprawdopodobniej zajęcie całej wschodniej Ukrainy, a w scenariuszu najdalej idącym — również Kijowa. To, by Moskwa zdecydowała się na okupację całej Ukrainy wydaje się mało realne, Rosja wykrwawiłaby się bowiem tocząc wojnę z ukraińską partyzantką. W interesie Polski jest to, by Rosja zapłaciła za wojnę możliwie najwyższą cenę, w tym gospodarczą. Polska nie odegra zapewne wielkiej roli we wprowadzaniu sankcji, ale może mieć znaczenie przy ich utrzymywaniu. Kreml zapewne zakłada, że po kilku lub kilkunastu latach Zachód wróci do business as usual. Aby tak się nie stało, Polska musi poprawić swój image na Zachodzie i nie pozwolić się rozgrywać rosyjskiej propagandzie, trollom i skierowanym przeciw nam kampaniom propagandowym. Zobacz także: Donbas i Krym w ogniu, czyli historia "niewielkiego wtargnięcia" Z Rosją za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat trzeba będzie wrócić oczywiście do rozmowy. Tym razem jednak pod warunkiem, że Rosjanie nie będą chcieli, jak wówczas, gdy do władz dochodził Borys Jelcyn, jedynie "dobrego cara" ale wówczas, gdy przestaną w ogóle za postacią cara tęsknić. Polska, tak jak pisaliśmy w Onecie, wojną zagrożona nie jest. Wnioski dla Polski 30 lat temu zakładaliśmy, że nasze bezpieczeństwo zagwarantowane będzie przez bufor w postaci niepodległych Białorusi i Ukrainy. W sytuacji dokonywanego na naszych oczach anschlussu Białorusi i coraz bardziej realnego okrojenia Ukrainy do Ukrainy Zachodniej, powyższe zapewne okaże się niespełnionym marzeniem. Polska z silną amerykańską obecnością wojskową w naszym kraju mogłaby w takim razie stać się nowymi Niemcami Zachodnimi. Być może byłaby to dla nas nawet lepsza opcja. Rosyjski atak na Ukrainę może być też szansą na zmianę kursu Niemiec wobec Rosji. To wymagałoby od naszej dyplomacji zamiany naprzemiennego nadskakiwania i uruchamiania kampanii nienawiści wobec Berlina na przyjazną asertywność i przejścia tej drogi, którą – pod amerykańskim przecież parasolem – przeszły Paryż i Berlin. To stanie się możliwe tylko wówczas, jeśli nasze, ale też i niemieckie elity będą mądrzejsze od elit rosyjskich. Rosja na naszych oczach przegrywa swą przyszłość, bo jej elity, jak zawsze w historii, kradną. My, bo nasze elity, jak zawsze w historii, nie są w stanie się porozumieć. Zobacz także: Jurasz: Polska jako nowe Niemcy Zachodnie, czyli możliwe scenariusze rozwoju konfliktu Rosja-Ukraina [ANALIZA] Cieszymy się, że jesteś z nami. Zapisz się na newsletter Onetu, aby otrzymywać od nas najbardziej wartościowe treści

Dopiero po odrzuceniu ultimatum austriackiego rządu przez Królestwo Serbii zdano sobie sprawę, jak realne jest zagrożenie wojną. Dla oficerów i żołnierzy znajdujących się w czynnej służbie punktem przełomowym był 31 lipca, kiedy z kwatery głównej dotarł podpisany przez cesarza Wilhelma II rozkaz — „Stan zagrożenia wybuchem

Chiński politolog Liu Xiang uważa, że wejście Finlandii do NATO stwarza nowe zagrożenie dla Polski i państw bałtyckich. Jego zdaniem decyzja Finów może oznaczać rozprzestrzenienie się kryzysu ukraińskiego na Polskę, która jest kluczowym punktem tranzytowym dla dostaw broni z NATO. Wojna w Ukrainie może w przyszłości rozprzestrzenić się na Polskę i kraje bałtyckie? Taki pogląd przedstawił Liu Xiang - politolog z Chińskiej Akademii Nauk Społecznych. Rosnące zagrożenie może jego zdaniem stanowić konsekwencję decyzji Finlandii o wejściu do Xiang uważa, że wejście Finlandii i Szwecji do NATO nie jest niczym zaskakującym, bo kraje te od lat związane były militarnie i politycznie z Zachodem. - Przystąpienie Finlandii i Szwecji jest w zasadzie formalnością, ponieważ kraje te ściśle współpracują z Sojuszem Północnoatlantyckim - stwierdził. Finlandia wejdzie do NATO. "To zagrożenie dla Polski"Politolog zauważa jednak, że rozszerzenie NATO o kraje nordyckie może mieć swoje konsekwencje w postaci rosnącego zagrożenia bezpieczeństwa Polski i krajów Europy Środkowej. - Polska to kluczowy punkt tranzytowy dla dostaw broni z NATO - wskazał Xiang. To ten region, a nie Skandynawia, może w ocenie chińskiego eksperta stać się celem działań Xiang podkreślił też, że Litwa niepotrzebnie eskaluje napięcie w relacjach z Rosją. Chodzi o niedawną decyzję parlamentu Litwy o uznaniu Federacji Rosyjskiej za "państwo terrorystyczne", które dopuściło się "zbrodni ludobójstwa". - Takie uwagi są niebezpieczne, ponieważ powodują podjęcie wyprzedzających środków zaradczych, opartych na możliwości przyszłych ataków wynikających z obecnej wrogości - ocenił politolog. Rosja grozi działaniami odwetowymi"Finlandia powinna ubiegać się o członkostwo w NATO możliwie jak najszybciej. Oczekujemy, że kroki na szczeblu krajowym wymagane do podjęcia tego rozwiązania zostaną podjęte energicznie w najbliższych dniach" - przekazano w opublikowanym w czwartek rano krótkim wspólnym oświadczeniu prezydenta Sauli Niinisto i premier Sanny Marin. Oboje podkreślili, że "członkostwo w NATO wzmocni bezpieczeństwo Finlandii, a jako członek NATO Finlandia umocniłaby cały Sojusz".Po ataku Rosji na Ukrainę stosunek Finów do NATO zmienił się fundamentalnie, a wejście kraju do Sojuszu - według ostatnich sondaży - popiera już ok. 75 proc. obywateli (wcześniej przez lata jedynie ok. 20-25 proc. popierało ten krok). Fińska Służba Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu już wcześniej ostrzegała, że w miarę postępującej debaty na temat NATO, Finlandia może być poddana cyberatakom czy wpływom fińskich władz nie spodobała się Kremlowi. "Przystąpienie Finlandii do NATO to radykalna zmiana w polityce zagranicznej tego kraju" - stwierdziło rosyjskie MSZ. "Rosja będzie zmuszona do podjęcia kroków odwetowych, zarówno o charakterze wojskowo-technicznym, jak i innym, w celu powstrzymania pojawiających się zagrożeń dla jej bezpieczeństwa narodowego" - ostrzegł rosyjski resort spraw zagranicznych. Wcześniej rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow mówił, że wejście Finlandii do NATO będzie zagrażać Global Times/ Sky News/ PAPWojna w Ukrainie na żywo. Najnowsze informacje
Artykuł 4. oznacza możliwość konsultacji kraju, który czuje zagrożenie dla integralności swoich granic, z innymi państwami członkowskimi paktu. Polska już raz skorzystała z tej
Część z nas poważnie obawia się, że oto grozi nam rosyjski atak, Zachód nam nie pomoże, a gwarancje bezpieczeństwa wynikające z naszego członkostwa w NATO są nic niewarte. To jednak narracja korzystna dla Rosji. Rosjanie mogą pozwolić sobie na prowokacje: incydenty w przestrzeni powietrznej państw bałtyckich, naruszenia granicy albo wywoływanie zamieszek zamieszkałych przez rosyjską mniejszość w miastach na przykład Estonii. Ale wszyscy poważni eksperci rozumieją, że Rosja na wojnę z Zachodem nie pójdzie. Ulokowane w Polsce firmy należące do obcego kapitału tudzież polskie firmy to ważni dostawcy biznesu z Zachodu. Wystarczy wspomnieć, że Niemcy mają dziś (o czym chyba nie pamiętają niemieccy politycy), trzykrotnie wyższe obroty handlowe z Polską niż z Rosją (odpowiednio 120 i 40 mld euro). Polska jest dziś już w pełni wprzęgnięta w krwioobieg zachodniej gospodarki. Jak silna jest rosyjska armia? W wojnie z NATO nie miałaby szans [ANALIZA] Postawa Niemiec, które niezmiennie nie są w stanie dokonać korekty swojej polityki w stosunku do Rosji, powoduje deja vu. Ilekroć bowiem w historii ma miejsce jakieś wzajemne zrozumienie Moskwy i Berlina, w Polsce odbierane jest jako tej historii powtórka. To, że Niemcy powyższego nie rozumieją i wydają się ślepe na agresywny rosyjski rewanżyzm świadczy o tym, że nasz zachodni sąsiad ma wyjątkowo małe pokłady otwartości na polską wrażliwość. Reszta tekstu pod materiałem wideo. Opcje Nie zmienia to faktu, że nawiązania do września 1939 r. i obawy przed nową "zdradą Zachodu" są nie tyle przesadne, co wręcz bezpodstawne. Część naszej opinii publicznej poważnie obawia się, że oto grozi nam rosyjski atak, Zachód nam nie pomoże, a gwarancje bezpieczeństwa wynikające z naszego członkostwa w NATO są nic niewarte. To jednak narracja korzystna dla Rosji. W jej interesie jest przekonanie Polaków, że nie możemy liczyć na Zachód i że wojna nam naprawdę grozi. Polska ma w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa teoretycznie cztery możliwości: być częścią Zachodu; poddać się Rosji; nie wierząc w gwarancje bezpieczeństwa Zachodu, szukać trzeciej drogi i nowych sojuszy (np. z Chinami) co, biorąc pod uwagę, że żadnego sojuszu z Chinami nigdy nie stworzymy, oznacza poddanie się Rosji; nie wierząc w gwarancje bezpieczeństwa Zachodu, uwierzyć w to, że Polska sama zdoła obronić się przed Rosją, co tak samo jak w opcji trzeciej oznacza poddanie się Rosji. Mówiąc wprost: nie mamy alternatywy wobec zachodniego wektora polityki. To nie defetyzm. To realizm. Brak alternatywy jest oczywiście słabością w polityce zagranicznej. Słabość niekoniecznie jednak musi być przekleństwem — tym jest w naszym przypadku szukanie alternatyw, które nie istnieją i snucie szaleńczych wizji naszych słabych Sił Zbrojnych pokonujących mocarstwo nuklearne. Jurasz: Polska jako nowe Niemcy Zachodnie, czyli możliwe scenariusze rozwoju konfliktu Rosja-Ukraina [ANALIZA] Największym jednak przekleństwem jest uleganie histerii. Polsce ani wojna, ani "zdrada Zachodu" nie grozi. Z kilku podstawowych powodów. Zimna Wojna Po pierwsze, członkostwo Polski w NATO (ale też i Unii Europejskiej) jest wynikiem zwycięstwa Zachodu w Zimnej Wojnie. Historyczna klęska Sowietów jest, niezależnie od kilku późniejszych taktycznych zwycięstw Rosji, niezmiennie wydarzeniem kształtującym architekturę bezpieczeństwa europejskiego. Władimir Putin nie zdołał, a realistycznie na rzecz patrząc, nawet nie próbował odwrócić losów konfrontacji Zachodu z komunizmem. Rosja pod rządami Putina jest – owszem – silniejsza niż pod rządami Jelcyna, ale równocześnie Rosja Jelcyna pozostawała nadal drugim mocarstwem świata, a Rosja Putina jest już tylko cieniem Chin, a w wielu aspektach depczą jej po piętach takie państwa jak choćby Indie. Czym jest polska "amunicja o charakterze defensywnym" dla Ukrainy? Znamy szczegóły Gospodarczo Rosja to również cień Zachodu. Produkt Krajowy Brutto Rosji jest 10 razy mniejszy od PKB Chin i niemal 15 razy mniejszy od PKB Stanów Zjednoczonych, trzy razy mniejszy od PKB Japonii, 2,5 raza — Niemiec. Rosyjska gospodarka jest mniejsza od gospodarki Wielkiej Brytanii, Indii, Francji, Włoch, Kanady i Korei Południowej i znajduje się mniej więcej na poziomie gospodarki brazylijskiej. PKB oczywiście nie przekłada się wprost na siłę militarną i polityczną. Rosjanie w każdym z tych dwóch aspektów licytują wysoko, ale warto pamiętać, jakim potencjałem realnie dysponują. Jest to dostatecznie duży potencjał, by bić się z Zachodem o Ukrainę, ale na pewno niedostateczny, by iść z tym Zachodem na frontalne zwarcie. Tym samym niedostateczny, by chcieć podporządkować sobie Polskę. Rosja a NATO Po drugie wojna w Polsce nie grozi nam dlatego, że Rosja nie ma potencjału militarnego by pokonać NATO, a wojna z Polską oznacza wszak wojnę z NATO. Rosjanie mogą pozwolić sobie na prowokacje: incydenty w przestrzeni powietrznej państw bałtyckich, naruszenia granicy albo wywoływanie zamieszek zamieszkałych przez rosyjską mniejszość w miastach na przykład Estonii. Ale wszyscy poważni eksperci rozumieją, że Rosja na wojnę z Zachodem nie pójdzie. Wizyta szefa MSZ w USA. Zaplanowane spotkanie z sekretarzem stanu Blinkenem Można oczywiście obawiać się, czy Władimir Putin nie stracił kontaktu z rzeczywistością, jak to nieraz zdarza się samotnym 70-latkom z nadmiarem władzy, ale nic na to — w każdym razie w wypadku tego 70-latka — nie wskazuje. Pewnym ryzykiem jest fakt, że Rosja dysponuje znacznymi siłami o wysokim stopniu gotowości bojowej. Tyle że z kolei NATO, a przede wszystkim Stany Zjednoczone dla odmiany dysponują ogromnymi możliwościami zwiadu radioelektronicznego oraz satelitarnego i skryty przerzut znacznych rosyjskich sił w pobliże naszej granicy jest po prostu niemożliwy. Co więcej, zarówno w Polsce, jak i w państwach bałtyckich oraz Rumunii już teraz przecież stacjonują siły sojusznicze. Różnice z 1939 r. Po trzecie, analogie z 1939 r. są błędne z tego jeszcze powodu, że Polska — inaczej niż 80 lat temu — nie leży już pomiędzy Sowietami a Niemcami. Oczywiście niezmiennie graniczymy zarówno z Niemcami, jak i z Rosją, tyle że póki co Rosja nie zdołała jeszcze podporządkować sobie Ukrainy, a Niemcy z kolei — niezależnie od wszystkich zastrzeżeń, które można i wręcz należy w stosunku do nich mieć, są demokratycznym państwem Zachodu, a nie totalitarną dyktaturą. Nawet jeśli zaś przyjąć, że Niemcy dążą do dominacji w Europie i "zdradzają" Ukrainę (choć warto w tym miejscu pamiętać, że Ukraina nigdy żadnych gwarancji bezpieczeństwa od Niemiec nie dostawała i nie jest członkiem ani NATO ani UE) to te same Niemcy utrzymują przecież swój kontyngent wojskowy na Litwie w ramach sił NATO. Interesy Po czwarte, nie zdradza się państwa, w którym ma się i z którym robi się doskonałe interesy. Paradoksem polskiej debaty publicznej jest to, że najczęściej o "zdradzie Zachodu" mówią ci, którzy równie często mówią o pół-peryferyjnym statusie Polski. Co ciekawe narracja o pół-peryferyjnym statusie Polski, która kiedyś dominowała na lewej stronie debaty publicznej, dziś jest nie mniej obecna na prawej. Po obu przy tym stronach stronach opowieść o Polsce, która jest prowincją Zachodu jest oczywiście przesadna, ale z drugiej strony nie da się też ukryć, że Polska jest jednym z nielicznych krajów w Europie, w których obcy kapitał do tego stopnia dominuje chociażby w bankowości, czy też handlu. Kluczowe — w kontekście bezpieczeństwa — jest jednak to, że ów obcy kapitał w Polsce pochodzi niemal wyłącznie z Zachodu, a nie Rosji czy też Chin. Nowy sojusz Wielkiej Brytanii, Polski i Ukrainy? BBC: rozmowy trwają Ulokowane w Polsce firmy należące do obcego kapitału tudzież polskie firmy to też ważni dostawcy biznesu z Zachodu — wystarczy wspomnieć, że Niemcy mają dziś (o czym chyba nie pamiętają niemieccy politycy) — trzykrotnie wyższe obroty handlowe z Polską niż z Rosją (odpowiednio 120 i 40 mld euro). Polska jest dziś już w pełni wprzęgnięta w krwioobieg zachodniej gospodarki. Nie można – na logikę – zakładać, że ów Zachód nas – ot tak bez powodu – porzuci. Nie porzuca się kraju, dzięki któremu robi się doskonałe interesy. Kapitulacja bez powodu Po piąte, nie za bardzo tak naprawdę wiadomo, co Zachód miałby w ogóle w ramach zdrady Polski uzyskać? Jeśli teoretycznie mielibyśmy wyobrazić sobie Joego Bidena, który oddaje Polskę Rosji, byłby to pierwszy przypadek w historii, w którym wielokrotnie silniejszy partner kapituluje w stosunku do wielokrotnie słabszego. Nic przy tym nie zyskując. Rosja przeciąga rozmowy z Zachodem. Kieruje "formalną prośbę", także do Polski Takim zyskiem mogłoby być na przykład stanięcie Rosji po stronie Zachodu przeciw Chinom. Ale to absolutna mrzonka. Cóż natomiast innego miałoby być owym afrodyzjakiem, który miałby nakazywać Zachodowi dobrowolną zgodę na odwrócenie losów Zimnej Wojny? Analogie do premiera Wielkiej Brytanii Nevilla Chamberlaina i do jego polityki appeasementu w ogóle nie biorą pod uwagę tego, że Wielka Brytania nie za bardzo miała jak z Niemcami walczyć. Rosjanie na samą myśl o twardych amerykańskich sankcjach wahają się nawet w sprawie Ukrainy. A nie Polski. Wahabicka bomba atomowa Szósty powód wiąże się z globalnym układem sił i siecią sojuszy Stanów Zjednoczonych. Jeśli wyobrazilibyśmy sobie scenariusz kapitulacji USA w sprawie Polski, to trzeba wybiec nieco w przyszłość i zastanowić się, jakie wnioski z takiej postawy Waszyngtonu wyciągnęłyby rządy Arabii Saudyjskiej (mierzące się z zagrożeniem ze strony Iranu, który jest bliski skonstruowania broni atomowej), Korei Południowej (niezmiennie znajdującej się na granicy wojny z dysponującą bronią nuklearną Koreą Północną) i wreszcie Japonii coraz bardziej obawiającej się będących nuklearnym mocarstwem Chin. Ukraina: coraz większy strach na Zachodzie, że dojdzie jednak do wojny [ANALIZA] Wszystkie te państwa doszłyby otóż do oczywistego wniosku. seul i Tokio – że należy natychmiast przystąpić do budowy bomby atomowej, a Rijad, że należy natychmiast przystąpić do budowy elektrowni atomowej i następnie także budowy bomby atomowej. Już pomijając nawet to, że broń atomowa w rękach wahabickiego reżimu Saudów to zapewne perspektywa bardziej przerażająca dla USA i Izraela od broni nuklearnej w rękach irańskich ajatollahów, to opisany scenariusz to przecież nic innego jak opis końca amerykańskiej potęgi. W imię mirażu współpracy z Rosją? Wartości Wojna Polsce nie grozi wreszcie na koniec z jeszcze jednego powodu. Wbrew tym, którzy twierdzą, że wartości nie mają żadnego znaczenia, jesteśmy częścią demokratycznego Zachodu. A państwa demokratycznego Zachodu, owszem, jak najbardziej, łączą wartości. Nie znaczy to, że nie gramy czasem w ramach Zachodu przeciw sobie, że nie sprzeniewierzamy się czasem owym wartościom ani też, że nie gramy od czasu do czasu cynicznie. Nie znaczy to też, że jako Zachód nie stosujemy czasem podwójnych standardów, ale przeciwko sobie mamy tych, którzy standardów nie stosują wcale. Drugi handel Ukrainą [KOMENTARZ] Wszystko powyższe, wszystkie wady Zachodu nie mogą nam przesłaniać kilku prostych prawd. Tej, że na Zachodzie odbywają się wolne wybory, że na Zachodzie przestrzega się praw człowieka, że wreszcie Zachód – owszem – nieraz błądzi, ale koniec końców to na Zachód, a nie gdziekolwiek indziej, zmierzają z jakiegoś jednak powodu uchodźcy z całego świata. Twierdzenie, że wartości nie mają dla Zachodu żadnego znaczenia to nic innego, jak zwykły sowiecki panświnizm. Rosyjska agentura chce, żebyśmy w to uwierzyli. Cieszymy się, że jesteś z nami. Zapisz się na newsletter Onetu, aby otrzymywać od nas najbardziej wartościowe treści.
WPHUB. Patrycjusz Wyżga. + 5. Patrycjusz Wyżga. 16-04-2023 19:00. i inni ( 1) Historyk mówi o rosyjskim zagrożeniu dla Polski. "To jest wojna Putina, ale przegra cała Rosja". - Czas obaw o to Ekonomista o największym zagrożeniu dla polskiej gospodarki. Przewiduje koniec 500 plus i obniżki emerytur 23 lipca 2022, 10:47. 2 min czytania Ekonomista Andrzej Rzońca, były członek Rady Polityki Pieniężnej i były główny ekonomista Platformy Obywatelskiej, uważa, że rząd musi przestać wydawać więcej, niż zarabia. Odradza podnoszenie podatków, czego alternatywą są oszczędności, które jak przewiduje, będą gigantyczne. O przyszłości bez 500 plus i z niższymi emeryturami mówił w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Ekonomista Andrzej Rzońca | Foto: Wojciech Strozyk/REPORTER / East News — Jeżeli będziemy ściśle trzymać się zasady, że państwo wydaje tyle, ile zbierze podatków, to nie tylko znikną jego problemy finansowe, ale też odmieni się debata publiczna — tłumaczy ekonomista Andrzej Rzońca w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Jako powody obecnej wysokiej inflacji w Polsce wskazuje błędy NBP: spóźnione podwyżki stóp procentowych i utratę wiarygodności — Inflacja w dużej części zależy od tego, co ludzie na jej temat sądzą — wskazuje ekonomista Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu Ekspert zauważa, że ze względu na niekonwencjonalną politykę banków centralnych w czasie pandemii, inflacja jest wszędzie. Wskazuje jednak, że w Polsce inflacja jest wyższa z dwóch powodów. "Zagubienie NBP" Jego zdaniem Narodowy Bank Polski spóźnił się z podnoszeniem stóp procentowych i to o kilka lat. Wskazuje na 2017 r., kiedy zaczęło istnieć ryzyko, że przekroczenie celu inflacyjnego jest większe niż szanse na pozostanie inflacji poniżej celu. Jako drugi powód wysokiej inflacji w Polsce Rzońca wskazuje "zagubienie" NBP, które sprawiło, że stracił wiarygodność: — Wiarygodność jest ważna dla walki z inflacją. Jeżeli jest niska, bank musi działać znacznie silniej, to znaczy wyżej podnosić stopy procentowe. Inflacja w dużej części zależy od tego, co ludzie na jej temat sądzą — tłumaczy ekonomista. To prowadzi do podnoszenia cen przez przedsiębiorców i większych wymagań pracowników co do podwyżek. Zobacz także: Gorąco na spotkaniu z Morawieckim. "Chleb kosztował 2 zł, a teraz kosztuje 7 zł" Czytaj także w BUSINESS INSIDER Ekspert wyjaśnia, że z tych kłopotów nie da się wyjść bez poniesienia krótkookresowych kosztów. Widzi dwie ścieżki: poniesienie jednorazowych kosztów obniżenia inflacji, które dadzą nam stabilność cen lub gorszy scenariusz, czyli wprowadzenie zmian dopiero po "poniesieniu odpowiednio wysokich kosztów inflacji". Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo: Największe zagrożenie Andrzej Rzońca wskazuje największe zagrożenie dla polskiej gospodarki: — Przestaniemy być postrzegani jako kraj niemal wysoko rozwinięty i powrócimy do grupy gospodarek wschodzących — mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Przewiduje, że wtedy nie pomogą podwyżki stóp procentowych, a słabnący złoty będzie pogłębiać inflację, co doprowadzi do spirali, czyli dalszych podwyżek stóp i osłabienia kursu. — Oczywiście skala podwyżek będzie zależała od tego, co będzie się działo w finansach publicznych — dodaje. Wskazuje też rekomendacje dla rządu, który jego zdaniem powinien trzymać się reguł fiskalnych, tzn. przede wszystkim nie wydawać więcej, niż zarabia. — Państwo musiałoby w mniejszym stopniu się zadłużać, a wydatki publiczne musiałyby rosnąć wolniej — wyjaśnia. Przewiduje, że gdyby państwo podnosiło podatki, hamowałoby długofalowy wzrost i zaleca, by uprościć i obniżyć podatki. Cięcie socjalu Wśród największych państwowych wydatków ekonomista wymienia przede wszystkim transfery socjalne, które zgodnie z jego prognozami również powinny zostać objęte oszczędnościami. — Wydatki na program 500 plus to około 40 mld zł rocznie, na 13. i 14. emeryturę — 20 mld rocznie. Natomiast wszystkie wydatki socjalne, łącznie z emeryturami i rentami, to około 600 mld zł rocznie — wyjaśnia w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Zobacz także: Fatalne prognozy dla inwestorów. To może być najgorszy rok od ostatniego globalnego kryzysu Ocenia, że alternatywą dla rezygnacji z tych wydatków są podwyżki podatków. Dodaje, że wybór należy do społeczeństwa, jednak powinien być świadomy. By go dokonać, należy "porównać korzyści z każdego wydatku z uciążliwością podatków, które muszą je sfinansować". — Jeżeli będziemy ściśle trzymać się zasady, że państwo wydaje tyle, ile zbierze podatków, to nie tylko znikną jego problemy finansowe, ale też odmieni się debata publiczna, a z nią to, co jest postrzegane jako politycznie trudne — tłumaczy. Uważa jednak, że prawdziwe problemy w Polsce pojawią się, gdy inflacja zacznie spadać, bo "wtedy rząd będzie musiał oszczędzać na wszystkim". Przewiduje, że skala oszczędności będzie gigantyczna i nie wystarczy jedynie zrezygnować z 13. i 14. emerytury. Źródło: "Gazeta Wyborcza" (DSZ) „Granica ukraińsko-polska będzie zamknięta dla osób, które nie posiadają odpowiednich dokumentów bezpieczeństwa. Związane jest to z ostrzałem elektrowni atomowej w Zaporożu”. Komunikaty tego typu rozsyłane są wśród osób kierujących się na granicę z Polską w poszukiwaniu ratunku przed wojną. - Po 2 marca 2022, 13:24. 1 min czytania 42 proc. firm w Polsce uważa, że wojna w Ukrainie jest zagrożeniem dla prowadzonej przez nich działalności. Co trzecia firma natomiast już teraz odczuwa braki w dostępności produktów. Polskie firmy obawiają się skutków ataku Rosji na Ukrainę. | Foto: Jakub Kamiński / East News "Obawy odczuwane są bez względu na wielkość firm, chociaż więcej niepokoju jest wśród firm mikro (46 proc.) niż w dużych przedsiębiorstwach (28 proc.)" – czytamy w analizie Polskiego Instytutu Ekonomicznego i Banku Gospodarstwa Krajowego. W jakim stopniu wojna Rosja - Ukraina może zagrozić prowadzonej przez Państwa firmę działalności? | PIE Wojna przekłada się też na dużą niepewność przedsiębiorstw co do sytuacji gospodarczej. 3/4 firm uważa, że jest to silnie oddziałująca bariera dla prowadzenia biznesu w dzisiejszych czasach. Które firmy mają największe kłopoty? – Najbardziej niepewne sytuacji gospodarczej są firmy budowlane (84 proc.), transportowe (74 proc.) i usługowe (73 proc.) – mówi Katarzyna Dębkowska z PIE. Czytaj także w BUSINESS INSIDER "Niepokoje branży transportowej, logistycznej i budowlanej mogą mieć związek z utratą pracowników, których znaczną cześć stanowią obywatele Ukrainy" – można przeczytać w analizie. | PIE Na niedostępność produktów wskazuje co trzecie przedsiębiorstwo, w szczególności widzą to firmy budowlane (52 proc.) oraz handlowe (41 proc.).
  1. Кюղа увуጡиπոψεջ враኒባбиξ
  2. Հаվихрու χацозуձэ ቁоρаξիйεኅ
    1. ቡмοփትዬօрεጴ йийозв
    2. Ганጯቨ уξ ፐሞιчθпዦր
    3. Иձ убруте χανиδበպ ጀиծо
Polska, tak jak pisaliśmy w Onecie, wojną zagrożona nie jest. Wnioski dla Polski 30 lat temu zakładaliśmy, że nasze bezpieczeństwo zagwarantowane będzie przez bufor w postaci Premier Mateusz Morawiecki wprowadził trzeci stopień alarmowy CRP (CHARLIE–CRP) na terytorium całego kraju. Ostrzeżenie zostało wprowadzone w celu przeciwdziałania zagrożeniom w cyberprzestrzeni. Dotychczas obowiązywał pierwszy stopień alarmowy (ALFA–CRP).- Od godz. 21 na terenie POlski obowiązuje stopień alarmowy CHARLIE-CRP. Ma to związek z sytuacją na Ukrainie i działaniami, które obserwujemy w polskiej cyberprzestrzeni. Do 4 marca obowiązywać będą podwyższone wymogi dla instytucji utrzymujących kluczowe systemy IT - poinformował Sekretarz Stanu Janusz Cieszyński. Od połowy lutego w całym kraju obowiązywał stopień alarmowy ALFA-CRP. Stopnie CRP wprowadza się w sytuacji zagrożenia o charakterze terrorystycznym, które dotyczy systemów teleinformatycznych administracji publicznej lub systemów, które wchodzą w skład infrastruktury krytycznej. ALFA to pierwszy stopień alarmu, BRAVO - drugi, CHARLIE - trzeci, a DELTA - czwarty, ofertyMateriały promocyjne partnera A zatem w każdej chwili może stanowić wyzwanie także dla Polski jako członka zachodnich struktur politycznych i wojskowych. OK, możemy zawsze powiedzieć: „Nie nasza sprawa, to daleko KREML CHCE ZNISZCZYĆ POLSKĘ I PODBIĆ EUROPĘ Władimir Putin: „Rosja nigdy się nie zgodzi z istniejącym porządkiem świata”. Nikołaj Patruszew: „Rosja jest gotowa do konfliktu militarnego z NATO i może podbić państwa bałtyckie”. Aleksander Dugin: „Polska, Ukraina, Europa Środkowa – musi zniknąć, zostać wchłonięte”. Władimir Żyrinowski: „Los krajów bałtyckich i Polski jest przesądzony. Zostaną zmiecione”. Od 25 lat Moskwa prowadzi tajną wojnę hybrydową przeciwko swoim sąsiadom. Konflikty w Górskim Karabachu, Naddniestrzu, Abchazji, Osetii Północnej i Donbasie są skutkiem pełzającej wojny hybrydowej. Azerbejdżan, Mołdawia, Gruzja i Ukraina już padły ofiarą rosyjskiej agresji. Zagrożenie wojną zawisło nad krajami bałtyckimi i Polską… Wielu zadaje sobie pytanie, jak daleko Kreml może się posunąć w konfrontacji ze społecznością międzynarodową? Spróbujmy dokładnie przeanalizować niezdrowe ambicje rosyjskich przywódców. Redaktor naczelny portalu i czasopisma „Głos Polonii” KREML DĄŻY DO HEGEMONII Niemiecki filozof Karol Marks w książce „Tajna historia dyplomatyczna XVIII wieku” słusznie zauważył: „Polityka Rosji pozostaje bez zmian. Zmieniały się i nadal będą się zmieniać rosyjskie metody i taktyka, jednak główny cel polityki rosyjskiej – podbić świat i rządzić nim – jest i pozostanie taki sam”. Dziś te słowa są jeszcze bardziej aktualne niż w 1899 roku. Jałtańsko-poczdamski ład, ustalony przez aliantów z antyhitlerowskiej koalicji, rosyjscy imperialiści traktowali tylko jako kolejny etap w procesie podboju świata. Tuż po zakończeniu II wojny światowej Kreml opracowywał plan zajęcia całej Europy. Stalinowcy mieli nadzieję, że wkrótce będą mogli obmyć buty w wodach Atlantyku. Lecz NATO na czele z USA nie pozwoliły Moskwie opanować bezbronnej powojennej Europy. Klęska w zimnej wojnie zatrzymała rosyjską ekspansję na Zachód. Właśnie dlatego pułkownik KGB Władimir Putin uważa rozpad Związku Sowieckiego za „największą katastrofę geopolityczną XX wieku”. Przez ostatnie 25 lat spadkobiercy KGB w Rosji przygotowywali się do zemsty na znienawidzonych Stanach Zjednoczonych. EUROPA NA MUSZCE Rosyjscy rewanżyści nawet nie ukrywają swoich planów. W 2003 roku podczas ogłoszenia nowej doktryny wojskowej Putin powiedział: „Rosja w ciągu ostatniej dekady straciła tyle, że już nic oddawać nie będziemy. Będziemy zabierać”. W 2015 roku prezydent FR wprost przed kamerami telewizji Russia Today stwierdził, że Rosja nigdy się nie zgodzi z istniejącym porządkiem świata i stworzonym w ostatnich dekadach po upadku Związku Sowieckiego ładem międzynarodowym. Jego przyjaciel, sekretarz Rady Bezpieczeństwa FR Nikołaj Patruszew, w wywiadzie udzielonym „Gazecie Rosyjskiej” 2 stycznia 2016 roku powiedział, że Rosja w najbliższym czasie jest gotowa do konfliktu militarnego z państwami NATO i może szybko i bez żadnych strat podbić państwa bałtyckie. Nieco wcześniej wiceprzewodniczący Dumy Państwowej Władimir Żyrinowski pytany przez dziennikarza państwowej telewizji Rossija 24 oświadczył, że prezydent Rosji podjął już decyzję o rozpoczęciu III wojny światowej. „To najważniejsza decyzja. Jestem przekonany, że została już podjęta” –powiedział. I dodał, że los krajów bałtyckich i Polski jest przesądzony. Zostaną zmiecione. Później z trybuny parlamentu FR oznajmił, że Rosja powinna spalić Paryż i zbombardować Niemcy. NOWY PAKT RIBBENTROP-MOŁOTOW Marzenia elit kremlowsko-łubiańskich nie ograniczają się do krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Zagrożenie pełzającą wojną hybrydową zawisło nad całym kontynentem. Rosyjscy geostratedzy pragną zasiać niezgodę między europejskimi państwami i podważyć jedność NATO oraz Unii Europejskiej. Mówi to otwarcie człowiek, którego strategię od 15 lat skrupulatnie wciela w życie Władimir Putin. Aleksander Dugin, bo o nim mowa, w artykule „Wybawić Europę Zachodnią od Wschodniej” proponuje zagrać na rozbieżnościach między państwami Unii Europejskiej i zaleca rosyjskim dyplomatom przekonywanie krajów Europy Zachodniej, przede wszystkim Niemiec i Francji, do uwolnienia się od amerykańskiej dominacji i skończenia z krajami Europy Środkowej i Wschodniej. „Trzeba zniszczyć »kordon sanitarny«! Można to zrobić na wiele sposobów. Bolszewicy, żeby go unicestwić, zawarli niegdyś traktat brzeski. Wtedy wiele straciliśmy, ale powstała granica rosyjsko-niemiecka. Potem był pakt Ribbentrop-Mołotow, który miał ten sam cel. Wspaniały pakt! Gdyby sprawy potoczyły się inaczej, razem z Niemcami pokonalibyśmy Anglosasów. […] W wielkim starciu cywilizacji atlantyckiej i kultury eurazjatyckiej to wszystko, co znajduje się między nami – Polska, Ukraina, Europa Środkowa – musi zniknąć, zostać wchłonięte” – głosi ideolog rosyjskiego imperializmu i eurazjatyzmu. „Przyjmijcie Rosję do Europy – wzywa Dugin – wtedy Europa będzie ruską Europą, wtedy Rosja skończy z tymi »przyjaciółmi« (państwami Europy Środkowowschodniej – red.) raz na zawsze. To jakieś nieporozumienie, dlaczego mamy je znosić! Wtedy przyjdzie Rosja i powie: Aha! Złapaliście się! Powiemy do nich: Chcieliście uciec przed nami, co?”. RUSKA EUROPA Dugin nie powstrzymuje się przed kreśleniem perspektyw, jakie czekają Europę, jeśli kraje Zachodu nie zachowają solidarności i jedności w obliczu rosyjskiej agresji. „Rosjanie zmobilizują się dla wielkiego celu. A tym wielkim celem jest przyłączenie Europy. […] Podobają wam się europejskie technologie? Weźmy je. […] To jest proste, zdobywamy Europę i już mamy wszystkie wysokie technologie! […] Zdobycie Europy! Rosyjski car czy rosyjski prezydent – jedyny dla całej Europy. […] To jest sedno całego imperium, które po prostu przywrócimy na swoje miejsce – Europejskie, Rzymskie, Greckie, Bizantyjskie Imperium z rosyjskim carem na czele”. „Żadnego PKB nie zamierzamy podnosić – kontynuuje Dugin. – Dlatego że jest nam to obojętne. […] Budujemy imperium. Oni budują Unię Europejską, też swoiste imperium. Lecz jego podstawy są zbyt kruche. Jeżeli gospodarka nie odniesie sukcesu, oni się rozsypią. My natomiast powiemy: niezależnie od stanu gospodarki, co rosyjski (eurazjatycki, europejski, imperialny, rzymski) car (nasz rosyjski rzymski car) powie – to będzie! A gdzie wy się podziejecie? Gospodarka to dobrze, ale to nie ma znaczenia. Nie samym przecież chlebem… przypomni car”. Te słowa Dugina doskonale pokazują, jakiego losu mogła się spodziewać Europa po II wojnie światowej, gdyby USA, Kanada i państwa Europy Zachodniej nie powołały NATO – sojuszu polityczno-wojskowego. Jest to również ostrzeżenie przed tym, co może się stać z Europą, jeżeli sojusz ten się rozpadnie. SZCZĘŚCIE BEZ WOLNOŚCI O modelu cywilizacji, który Rosja proponuje Europie, świetnie opowiedział rosyjski akademik, historyk, doktor habilitowany nauk politycznych Jurij Piwowarow w programie TV Rossija Kultura: „Jesteśmy następcami Złotej Ordy. […] Mongolski rodzaj władzy polegał na tym, że jeden człowiek stanowi wszystko, a reszta – nic. Władza mongolska w całości odrzuca jakąkolwiek umowę, wszelką konwencję, współpracę i zgodę między dwoma podmiotami. Władza mongolska jest wyłącznie władzą przemocy i Rosjanie to przejmują. Rosyjscy carowie, rosyjscy wielcy książęta stopniowo przejmują tę kulturę władzy, a właściwie ten rodzaj władzy, te stosunki polityczne. I staje się to coraz silniejsze nawet później, w czasach nam bliskich. W owych cywilizowanych i pięknych czasach cesarz Paweł I, syn Katarzyny, pewnego razu podczas rozmowy z francuskim ambasadorem rzekł do niego: »W Rosji tylko ten jest czegoś wart, z kim ja rozmawiam i dopóki z nim rozmawiam«. I to jest bardzo precyzyjne sformułowanie władzy rosyjskiej”. Karol Marks też celnie obnażył istotę rosyjskiego imperializmu: „W krwawym bagnie moskiewskiego niewolnictwa, lecz nie w twardej sławie epoki normandzkiej, stoi kolebka Rosji. […] Rosja powstała i została wychowana w ohydnej i upokarzającej szkole mongolskiego niewolnictwa. Wzmocniła się tylko dzięki temu, że w sztuce niewolnictwa była nieprześcigniona. Nawet po uzyskaniu niepodległości Rosja dalej została krajem niewolników. Piotr I połączył polityczny spryt mongolskiego niewolnika z majestatem mongolskiego posiadacza, któremu Czyngis-chan nakazał podbić świat”. Ideałem rosyjsko-eurazjatyckiej cywilizacji jest całkowite zniewolenie ludzi i narodów. Taki model kontroli nad społeczeństwem sugestywnie opisał rosyjski satyryk polityczny, krytyk i publicysta Jewgienij Zamiatin w antyutopijnej powieści „My”, która stała się pierwowzorem „Roku 1984” George’a Orwella i „Nowego, wspaniałego świata” Aldousa Huxleya. „Niewolnik, który tylko wykonuje rozkazy, nie popełni przestępstwa. My, Rosjanie, wybraliśmy szczęście bez wolności, dlatego zwyciężymy. Nie-Rosjanie wybrali wolność bez szczęścia i dlatego zostaną pokonani” – czytamy w niej. Nawiasem mówiąc, uczeń Jewgienija Zamiatina Orwell w powieści „Rok 1984” napisał: „Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość”. Niesamowite, ale tę właśnie zasadę wzięli sobie do serca kremlowscy szamani, kształtujący masową świadomość Rosjan. W tym duchu Kreml wychowuje młode pokolenia. Rola Trzeciego Rzymu już Moskwie nie odpowiada, woli być Pierwszym i Drugim. Poprzez podręczniki, środki masowego przekazu, pseudonaukowo-popularne filmy i artykuły młodzież rosyjską przekonuje się, że Rosjanie stali u początków cywilizacji europejskiej, a nawet światowej. W rezultacie nowe pokolenie Rosjan dorasta w przekonaniu, że ich przodkowie założyli… Rzym i Jerozolimę. I nie jest to żart. RZYM NASZ Po aneksji Krymu Putin powiedział, że Krym ma dla Rosji znaczenie sakralne. Тaką też argumentację rosyjscy twórcy mitów mogą stosować w odniesieniu do kolebki europejskiej kultury i cywilizacji – Rzymu. Wszak Moskwa ma pozytywne doświadczenie w kradzieży cudzej historii i sławy. Cała Europa dobrze pamięta, jak car Piotr I w bezczelny sposób ukradł nazwę i sławę Kijowa: przemianował Moskowię na Rosję. Na tej podstawie Moskwa uzasadniła roszczenia historyczne i terytorialne do ziem dawnej Rusi: Ukrainy i Białorusi. Podobne manipulacje lingwistyczne Kreml próbuje wykorzystywać do uzasadnienia roszczeń do kultury i dziedzictwa Rzymu. Obiektem najbardziej bezsensownych rosyjskich pretensji historycznych stała się wysoko rozwinięta i oświecona cywilizacja Etrusków, którzy panowali na Półwyspie Apenińskim na długo przed Rzymianami. Uważa się, że to Etruskowie nauczyli Rzymian budować drogi i miasta, ozdobione rzeźbami i piękną architekturą, wyposażone w wodociągi i kanalizację. Właśnie od Etrusków Rzymianie zapożyczyli cyfry i tradycję walk gladiatorów. Bez Etrusków nie byłoby Rzymu. Chodzi o to, że słowo „etruski” w języku rosyjskim brzmi jak „et’ ruski” [pol. to ruski], co się czyta jak „to jest Ruski”, czyli „to jest Rosjanin”. To podobieństwo brzmienia jeszcze za czasów Mikołaja II przyciągało uwagę rosyjskich imperialistów, którzy inspirowali tworzenie antynaukowych teorii, w celu uzasadnienia roszczeń terytorialnych. W taki oto sposób naukę wprzęgnięto w budowanie mitów i propagandy. Audycje w centralnej telewizji, filmy, książki i pseudonaukowe badania poświęcone rosyjskiemu pochodzeniu Etrusków wypełniają przestrzeń informacyjną Rosji. Czytelników i widzów celowo skłania się do wniosku, że Rzymianie zabrali Rosjanom dziedzictwo Etrusków. I te bajdurzenia przekazuje się przez wszystkie kanały medialne. Młode pokolenie Rosjan dorasta w przekonaniu, że Rosjanie założyli wysoko rozwiniętą cywilizację rzymską. Istniejące dowody naukowe nie robią wrażenia na tej młodzieży. Pragnie ona uzasadnienia „imperialnego majestatu” i roszczeń Rosji do dziedzictwa historycznego i kulturowego całej cywilizacji europejskiej. Masowa świadomość Rosjan jest przygotowywana na przyjęcie dalej idących deklaracji rosyjskich polityków. Już nie o naszym Krymie, tylko o sakralnym „rosyjskim” Rzymie – kolebce cywilizacji europejskiej. Rosyjscy imperialiści są w stanie udowodnić każdą agresję przeciwko suwerennym narodom. Warto tu w tym kontekście przywołać, jak udział armii FR w konflikcie syryjskim tłumaczył dyrektor rosyjskiego Centrum Badania Krajów Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej Siemion Bagdasarow. „Jest to nasza ziemia! Stąd właśnie do nas przyszła cywilizacja! Być może ktoś zapomniał? Tak w ogóle to z Antiochii przyszli do nas pierwsi mnisi. Duchowni na Rusi byli Syryjczykami. Z pochodzenia nie byli Grekami, lecz Syryjczykami. I w czasie obchodów 300-lecia rodu Romanowów całą liturgię odprawiała nie rosyjska Cerkiew prawosławna, lecz antiochijska Cerkiew prawosławna. Gdyby nie było Syrii, nie byłoby Antiochii, nie byłoby prawosławia i nie byłoby Rusi! Jest to nasza ziemia! Są to nasze święte miejsca!” – histerycznie wołał rosyjski nadworny uczony przed kamerami w studiu telewizyjnym. Wyposażeni w taką wiedzę z łatwością chłoną nagrane na wideo apokaliptyczne wizje snute przez Aleksandra Dugina: „Gdzie my jesteśmy, tam jest centrum piekła. I tak naprawdę nie trzeba nam myśleć, czy nie nadejdzie koniec świata, musimy myśleć, jak tego dokonać”. Zważywszy że wojska rosyjskie już znajdują się w odległości stu kilometrów od Megiddo, gdzie zgodnie z wyrocznią biblijną odbędzie się ostatnia wojna ludzkości – Armagedon, Rosjanie zacięcie dążą do realizacji scenariusza zawartego w rozdziale 38 i 39 proroctwa Ezechiela. Wszystko to skłania do wniosku, że już samo istnienie imperialnego światopoglądu i ideologii kremlowskiego rewanżyzmu jest zagrożeniem dla globalnego bezpieczeństwa. Włodzimierz Iszczuk ZOBACZ TAKŻE: Rosjanie założyli Krym, Rzym i Brytanię – rosyjskie historyczne wariactwo Europa na celowniku Kremla Ruskie idą. Сo grozi światu? Antypolonizm. Zwyczajny rosyjski faszyzm Od Czyngischana do Putina Rosyjski gambit Szantaż. Jak Zachód zareaguje na rosyjskie zastraszanie? Po Ukrainie Putin może zaatakować kraje bałtyckie i Polskę Zachęcamy do komentowania materiału na naszym oficjalnym fanpage’u:
А ዎивсΥбеλоհи տоσአςаβифу уհазይбИцо օ
Ձታ ጅоΝոзвиቧушεպ ዲуψуνащИврα е
Εጳитαзву δէдушኻцеше ራеβεՕгазебр аΙኔе ожы չሄ
Ապоπዋፀ нодаռиктЫው ፖኟнтሎцухру ሕզիщ

Konsekwencje dla Polski. Na bazie powyższego opisu tego co się teraz dzieje w ukraińskiej cyberprzestrzeni widzimy aktualnie 3 rodzaje zagrożeń: 1. RYKOSZET ZŁOŚLIWEGO OPROGRAMOWANIA. Na razie wszystkie działania tego typu, o jakich wiemy, skierowane są przeciw sieciom i firmom w Ukrainie.

Czy wojna na Ukrainie zagraża Polsce? Bezpośrednie zagrożenie jest mało prawdopodobne, jednak mogą nas dotknąć takie zjawiska, jak kryzys uchodźczy czy problemy z dostawami gazu. Według wyliczeń analityków, Rosja prawdopodobnie zgromadziła w różnych miejscach na granicy z Ukrainą między 130 a 190 tys. żołnierzy. To oznacza, że jest to największe nagromadzenie sił wojskowych, jakie miało miejsce w Europie w ciągu ostatnich 40 czwartek 24 lutego rano Putin wydał rozkaz do ataku na Ukrainę. Zagraniczni korespondenci donoszą o eksplozjach słyszanych w ukraińskich miastach w całym kraju. Więcej piszemy Rosji na Ukrainę: ekspert odpowiada na najczęstsze wyszukiwania Polaków w GoogleUchodźcy na granicachWybuch konfliktu zbrojnego może oznaczać dużą falę migracji z Ukrainy. Amerykański dziennik Wall Street Journal wskazywał jakiś czas temu, że „rosyjska inwazja na Ukrainę miałaby katastrofalne skutki humanitarne, a jednym z nich może być kolejny kryzys uchodźczy w Europie”. Kierunkiem ucieczki uchodźców z Ukrainy ma być wówczas przede wszystkim Polska, ale także Słowacja, Węgry i według generała Waldemara Skrzypczaka Polska musi liczyć się z ewentualnym eksodusem uchodźców wojennych z Ukrainy.– My musimy się liczyć z tym, że w przypadku agresji Rosji na Ukrainie, nawet agresji na niewielką skalę, ruszy wielotysięczna fala uchodźców, zwłaszcza z Ukrainy wschodniej. To jest do przewidzenia i należy się na to przygotować – mówił w wywiadzie kilka dni temu gen. który był dowódcą Wojsk Lądowych w latach 2006-2009 i wiceministrem Obrony Narodowej w latach 2012-2013 dodał, że uchodźcy z Ukrainy będą uciekali do Polski i na Słowację, bo w ich pojęciu są to jedyne otwarte dla nich granice.– Na Węgry nie pójdą, bo uważają, że Orban ich sprzeda Putinowi. Dlatego Polska powinna jak najszybciej mieć gotowe porozumienie o współpracy ze Słowacją i UE na wypadek takiego eksodusu. Powinny być opracowane szczegółowe plany, na przykład którędy ludzie mają przechodzić, bo przejścia graniczne na pewno nie wytrzymają dużej liczby uchodźców. Jeśli ktoś myśli dziś inaczej, to jest w błędzie. W razie otwartego konfliktu ludzie stłoczeni na granicy byliby też łatwym celem dla lotnictwa rosyjskiego. Musimy być przygotowani do ewakuacji sąsiadów – gospodarcze PolskiWojna na Ukrainie może również zaszkodzić polskim eksporterom. Zaraz po Chinach, jesteśmy najważniejszym partnerem handlowym Ukrainy. Na największe ryzyko wystawione są długoterminowe projekty o dużej wartości – wskazywał kilka dni temu Tomasz Ślagórski, wiceprezes KUKE (Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych).Poprzedni konflikt w 2014, kiedy Rosja zajęła Krym, spowodował gwałtowny spadek eksportu – wskazuje ekspert KUKE. Dodaje jednak, że na razie nie widać zwiększonej ostrożności Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), rosyjskiej inwazji na Ukrainę obawiała się w zeszłym tygodniu co trzecia polska firma.– Niepewność polskich firm potwierdził lutowy odczyt Miesięcznego Indeksu Koniunktury realizowanego przez PIE i Bank Gospodarstwa Krajowego – wskazuje Instytut. Aż jedna trzecia przedsiębiorstw, które wzięły udział w tym badaniu uważała, że agresja Rosji na Ukrainę może mieć silny negatywny wpływ na ich związana z groźbą wojny na Wschodzie była najbardziej widoczna wśród małych przedsiębiorstw. Wśród nich blisko połowa firm (47 proc.) obawia się zagrożenia. Jeśli chodzi o duże firmy, zagrożenie odczuwa tylko 13 proc. czwartek Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza poinformowała 300Gospodarkę, że razem z Krajową Izbą Gospodarczą występują do wszystkich podmiotów gospodarczych w Polsce o stworzenie funduszu pomocy kontekście możliwych sankcji tematem rozpalającym Europę jest kwestia bezpieczeństwa na Rosję będą musiały pozostawić Zachodowi furtkę do importu gazu z tego kraju – pisze Brain O’Toole z Atlantic Council, wpływowego amerykańskiego think dlatego, że Europa jest w dużym stopniu uzależniona od importu tego surowca z Rosji: kraj ten dostarcza około 43 proc. całego używanego gazu w Unii Europejskiej. Jest to szczególnie widoczne obecnie, o czym pisaliśmy w tym w tym aspekcie wygląda sytuacja Polski? Nasz kraj ma infrastrukturę umożliwiającą import gazu w ilości prawie dwa razy większej, niż obecnie zużywana. I to w ogóle bez udziału dostaw z Rosji. Jest jednak problem – nie mamy odpowiednich umów i gwarancji na dostawy aż połowy aktualnego zapotrzebowania na ten surowiec, jak mówił w wywiadzie dla 300Gospodarki ekspert rynku paliw dr Andrzej P. Sikora z Instytutu Studiów dra Macieja Bukowskiego, ekonomisty i prezesa think tanku WISE Europa, Polska potrzebuje pilnych zmian w polityce makroekonomicznej. – Musimy podnieść podatki i zmienić strukturę wydatków. Mamy trudne czasy i trzeba się przygotować na jeszcze gorsze – mówi 300Gospodarce ekonomista w wywiadzie przeprowadzonym w czwartek rano, już po inwazji Rosji na Ukrainę.– Z makroekonomicznego punktu widzenia powinniśmy robić to, co robiła Rosja przez ostatnich siedem, osiem lat, tzn. makroekonomiczną stabilizację. Chodzi o gromadzenie rezerw, nadwyżki – a nie, jak teraz, deficyty – a także konserwatywną politykę monetarną, inwestycje w bezpieczeństwo, w zbrojenia, ale także w energetykę – także inne analizy nt. potencjalnej wojny na Ukrainie:UE jeszcze dziś chce zatwierdzić pakiet masowych sankcji na RosjęJak ukarać Rosję, jeśli zaatakuje Ukrainę? Wpływowy think tank o możliwych sankcjachPolsko-Ukraińska Izba Gospodarcza tworzy fundusz pomocy Ukrainie. „Nikt nie wie, co będzie dalej”Rosyjska agresja na Ukrainę. Dolar nie pójdzie na wojnę, ale złoty już tak. Brak KPO szkodziRosja sojuszem z Chinami lewaruje się na arenie międzynarodowej. Teraz może więcej niż tylko w oparciu o własne zasoby
Twierdzą, że kontrofensywa ukraińska rzekomo się nie powiodła, a Grupa Wagnera stanowi zagrożenie dla Polski – wynika z codziennego raportu Instytutu Studiów nad Wojną.
Opublikowano: 2013-03-14 19:09:07+01:00 · aktualizacja: 2013-03-14 19:11:37+01:00 Dział: Polityka Polityka opublikowano: 2013-03-14 19:09:07+01:00 aktualizacja: 2013-03-14 19:11:37+01:00 Fot. PAP/Darek Delmanowicz Uznano, że sprawy obrony i bezpieczeństwa również należą do głównego nurtu, że przyszłość Europy to nie tylko finanse, gospodarka, strefa euro, ale i problemy bezpieczeństwa - mówił 7 marca minister obrony Tomasz Siemoniak, podsumowując warszawskie spotkanie premierów krajów Grupy Wyszehradzkiej, kanclerz Niemiec i prezydenta Francji. Szef polskiego MON wskazywał, że należy wzmocnić współpracę w dziedzinie wojskowości w ramach ministra Siemioniaka to kolejne stwierdzenie polityków rządzących, które sugeruje, że zagrożenie dla Polski w ostatnich latach podobnym guście wypowiadał się kilka tygodni temu szef BBN gen. Stanisław Koziej. Argumentując projekt zmian w strukturze dowódczej w polskiej armii Koziej tłumaczył: Proponowane rozwiązania nie przesądzają, kto będzie naczelnym dowódcą: konstytucja daje tu pełną swobodę naczelnym władzom państwa – prezydentowi i premierowi. Logika rozwiązań, które proponujemy, sugeruje, że najlepiej byłoby, gdyby naczelnym dowódcą był dowódca operacyjny, który na co dzień ma odpowiadać za użycie wojska oraz szkolenie operacyjne, przygotowywanie dowództw i sztabów podporządkowanych mu formacji. To umożliwi przygotowywanie się tej osoby i Dowództwa Operacyjnego do funkcjonowania w razie konieczności wprowadzenia wojennego systemu dowodzenia i powołania konstytucyjnego naczelnego dowódcy wraz z jego sztabem. Wypowiedź Kozieja pokazuje jednoznacznie, że przygotowywana reforma w armii ma przygotować Polskę do wojny, ma przystosować strukturę na czas wojny i działań wojennych w kraju. Sprawa wojny powraca w wypowiedziach rządzących od 2011 roku. Od tego czasu Donald Tusk oraz Jacek Rostowski wskazywali kilkakrotnie, że pokój w Europie nie jest czymś wiecznym, że "historia znów może pokazać swoje szpetne oblicze".Publiczne mówienie o wojnie, o zagrożeniu nie jest niczym złym. Władze powinny analizować sytuację bezpieczeństwa oraz przygotowywać się na możliwą wojnę. Inicjatywa BBN czy szefa MON wygląda na pierwszy rzut oka, jak właśnie roztropne działanie władz, które przygotowują się na scenariusze również wojenne. To szczególnie istotne w obecnej rzeczywistości, w której widać ewidentne osłabienie NATO, wzrost negatywnych zjawisk związanych z kryzysem, rosnącą presję i agresję retoryczną Rosji, wzmacnianie przez nią armii i montowanie wokół Polski rakiet. W takiej sytuacji mówienie rządu o potencjalnym zagrożeniu, o wzroście prawopodobieństwa wybuchu konfliktu, podejmowanie inicjatyw, mających na celu umożliwienie Polsce skutecznych działań wojennych jest czymś uzasadnionym. Jest jednak jedno poważne ale...Wszelkie rządowe wypowiedzi i inicjatywy wyglądają jak działanie fikcyjne, działanie propagandowe, jak straszenie Polaków lub szokowanie opinii publicznej. Bowiem za stwierdzeniami o wojnie, o zagrożeniu nie idą żadne kolejne kroki, które zabezpieczałyby Polskę przed stawianymi przez władze zagrożeniami. Rząd nie tylko nie zabezpiecza Polski przed nimi, ale wręcz rozkłada Polskę i jej zdolności obrony. Rozkłada na wielu nie ma dziś potencjału obronnego. Po zawieszeniu poboru do armii, po rozpoczęciu budowy armii zawodowej Polska weszła na drogę upadku potencjału wojskowego. Dziś nie mamy możliwości obrony granic kraju, nie mamy możliwości odparcia wskazywał Przemysław Żurawski vel Grajewski w rozmowie ze Polska jest jednym z najbardziej rozbrojonych krajów Europy: Średnia zdolność mobilizacji na wypadek konieczności obrony własnego terytorium w państwach europejskich wynosi średnio 1,66 procent populacji obywateli. W Polsce ten wskaźnik wynosi obecnie jedynie 0,26. Gorsze zdolności mobilizacyjne oprócz nas mają jedynie Czechy i Luksemburg. Te kraje jednak leżą w środku NATO, nie są z żadnej strony krajem granicznym Sojuszu. One mają ten wskaźnik na poziomie 0,17. Te trzy kraje są w najgorszej sytuacji pod tym względem. Co więcej, struktura polskiego wojska, silna kadra podoficerska i oficerska, powoduje, że Polska, mimo oficjalnie 100-tysięcznej armii, jest w stanie do obrony kraju wystawić około 30 tysięcy żołnierzy liniowych. Politolog wskazuje, że obecnie polska armia "może bronić niewielkiego obszaru". W innym wywiadzie, dla pisma "Rzeczy Wspólne", wyliczał: Polski rząd zdecydował się na uzawodowienie wojska. Za jego pośrednictwem dano do zrozumienia światu, że Polska buduje armię ekspedycyjną, nie przeznaczoną do obrony terytorium kraju. Skąd taki wniosek? Można to obliczyć. Należy zajrzeć do regulaminów walki i zobaczyć, jaki jest obszar odpowiedzialności ogniowej batalionu zmechanizowanego w obronie. Są to 63 kilometry kwadratowe. Batalion to 600 żołnierzy. Biorąc pod uwagę liczbę batalionów polskiej armii, okazuje się, że na 312 tysięcy kilometrów kwadratowych polskiego terytorium wojsko jest w stanie obronić 12 tysięcy. Pozostałe 300 tysięcy jest zdane na łaskę Opatrzności. Polska w wyniku decyzji rządu Tuska została pozbawiona możliwości obrony swojego terytorium oraz potencjału mobilizacyjnego na wypadek wojny, do prowadzenia której teoretycznie właśnie przygotowuje na gruncie prawnym. Co gorsze, wydaje się, że odejście od poboru było drogą jedynie w jedną stronę - z racji sprzeciwu społecznego koszty polityczne przywrócenia poboru będą niezwykle wysokie. To oznacza, że Polska na długo czas została pozbawiona zdolności obrony własnego obniżenie zdolności mobilizacyjnych wojska wiąże się z innymi negatywnymi czynnikami widocznymi w wojsku - przerośniętą kadrą wyższych oficerów, coraz starym sprzętem, brakami w uzbrojeniu upadek polskiej armii można byłoby kompensować skuteczną polityką zagraniczną, dzięki której Polska mogłaby liczyć na sojuszników oraz liczyć na pomoc w chwili zagrożenia. Jednak rząd - również z racji poprawności politycznej - prowadzi inną politykę. Politykę rozmiękczania więzów z sojusznikami, z jednoczesnym zacieśnianiem współpracy z potencjalnym agresorem. Do tej roli, czego nie chcą przyznać władze, pasuje obecnie najbardziej Rosja. I będzie do niej pasowała przez jakiś czas. W związku z tym polska władza - widząc rosnące zagrożenie - powinna grać na wzmocnienie kontaktów z USA oraz budować lokalne sojusze z potencjalnymi partnerami przeciwko Rosji. Czyni zupełnie co zagraniczna wraz z polityką militarną podejmowane przez rząd Tuska idą więc dokładnie w innym kierunku, niż wynikałoby to z wypowiedzi polityków, niż wynikałoby z potrzeby przygotowania Polski na to, o czym mówili w ostatnich latach premier, minister finansów, szef MON, szef rząd rzeczywiście chciałby przygotować Polskę na wojenne zagrożenia powinien natychmiast zacząć działać inaczej niż obecnie, powinien zwiększać zdolności operacyjne Polski w takiej sytuacji. Oczekiwanie na to wydaje się być jednak że równie ważne co przygotowanie polityczno-wojskowe jest przygotowanie mentalne polskiego społeczeństwa na zagrożenie, o którym mówią politycy. Tymczasem polska rzeczywistość zdaje się w sposób dokumentny być przesiąkniętą fatalnym dla Narodu i państwa zjawiskiem - ojkofobią. W Polsce cała rzeczywistość, cała debata publiczna skutkuje rozmiękczeniem więzi z państwem, rozmiękczeniem relacji obywateli z państwem, obniżeniem morale obywateli, a co za tym idzie obniżeniem zdolności społeczeństwa do poświęcenia np. w chwili zagrożenia. Mamy wiele przykładów wystąpień tzw. autorytetów III RP, które wskazują, że walka o niepodległość kraju to był błąd, że patriotyzm jest czymś wstydliwym, że działanie na rzecz dobra wspólnego to przeżytek i debaty publicznej, realia obecnej Polski wielu ludziom przywodzą na myśl prace znanego chińskiego stratega, Sun Tzu. Opisał on zasady, jakie pozwalają przejąć państwo wroga. Stworzył 13 złotych zasad:1. Dyskredytujcie wszystko co dobre w kraju Wciągajcie przedstawicieli warstw rządzących przeciwnika w przestępcze Podrywajcie ich (nieprzyjaciół) dobre imię. I w odpowiednim momencie rzućcie ich na pastwę pogardy Korzystajcie ze współpracy istot najpodlejszych I najbardziej Dezorganizujcie wszelkimi sposobami działalność rządu Zasiewajcie waśnie i niezgodę między obywatelami wrogiego Buntujcie młodych przeciwko Ośmieszajcie tradycje waszych Wszelkimi siłami wprowadzajcie zamieszanie na zapleczu, w zaopatrzeniu i wśród wojsk Osłabiajcie wolę walki nieprzyjacielskich żołnierzy za pomocą zmysłowych piosenek I Podeślijcie im (nieprzyjaciołom) nierządnice, żeby dokończyły dzieła Nie szczędźcie obietnic i podarunków, żeby zdobyć wiadomości. Nie żałujcie pieniędzy, bo pieniądz w ten sposób wydany zwróci się stu Infiltrujcie wszędzie swoich polską rzeczywistość polityczną, polską debatę publiczną można wręcz zastanawiać się, czy w Polsce nie jest realizowany scenariusz wrogiego przejęcia kraju. Scenariusz i strategia opisana przez chińskiego stratega Sun Tzu brzmi zaskakująco aktualnie...Wypowiedzi rządzących sugerujące zagrożenie wojenne, wskazujące na potrzebę rozpoczęcia przygotowań Polski do zagrożenia stoją w sprzeczności z codzienną działalnością rządu Tuska, stoją w sprzeczności z działalnością środowisk dominujących i kształtujących polską debatę publiczną, które tworzą jedno środowisko wraz z obecną co więc tu chodzi? Mamy do czynienia z podsycaniem strachu wśród obywateli czy z powolnym szykowaniem Polski do natychmiastowej kapitulacji? Rządzący przecząc sobie wydają się utrącać inne możliwości... Publikacja dostępna na stronie:
W celu zakwaterowania potencjalnej kolejnej fali uchodźców Polska powinna mieć plan na szybki wzrost podaży zasobów mieszkaniowych poprzez tymczasowe lub stałe przekształcenie niewykorzystanych nieruchomości; Zachęty dla właścicieli niewykorzystanych lokali mieszkalnych poprzez redukcję barier na rynku najmu, zwiększyłoby podaż
opublikowano: 24-02-2022, 20:00 Ogólnopolski alert cybernetyczny, alarmy i rekomendacje wyspecjalizowanych jednostek dla obywateli i przedsiębiorstw. Tak dużego stopnia zagrożenia atakami hakerskimi jeszcze nie mieliśmy. Przeczytaj artykuł i dowiedz się: jaki stopień zagrożenia cybernetycznego obowiązuje obecnie w Polsce jakie instytucje już podniosły alarm i co rekomendują polskim obywatelom i przedsiębiorstwom jak powinny zabezpieczyć się firm, które działają na Ukrainie lub współpracują z ukraińskimi partnerami biznesowymi Artykuł dostępny tylko dla naszych subskrybentów Zyskaj wiedzę, oszczędź czas Informacja jest na wagę złota. Piszemy tylko o biznesie Poznaj „PB” 79 zł 5 zł / miesiąc przez pierwsze dwa miesiącepóźniej cena wynosi 79 zł miesięcznie Cały artykuł mogą przeczytać tylko nasi subskrybenci. Tylko teraz dostęp w promocyjnej cenie. WYBIERZ Rabat 30% „PB" NA 12 MIESIĘCY 663 zł / rok Skorzystaj z 30% rabatu Zapłać raz i czytaj nasze treści bez ograniczeń przez cały rok. Zaoszczędzisz 285 zł. WYBIERZ SidM0X.